umiałem skazić niewinną wstydliwość,

nim się w słoneczne rozwinęła kwiecie.

Podstępnie owoc zerwałem dziewiczy,

słowem, któremu dała moc obłuda,

wielbiąc zbawienie z miłości,

a sobie–m szeptał, jak złodziej, co w każdym

widzi złodzieja: rwij, nim przyjdzie inny!

Za grosz kupionej rozpuście

dałem się wlec po kałużach,

albo, gdy przesyt wypił ze mnie krew,