Moja to wina, moja wielka wina!

Związan ślubami,

które mi jarzmem się stały,

a sił nie mając otwarcie

zrzucić ze siebie tych błazeńskich dzwonków

arcykapłana domowych ołtarzy

i iść, gdzie w słońcu południa,

śród woniejących ogrodów,

krwawo się złoci zakazane drzewo,

dawałem w duszy przystęp takim szeptom: