Tak z cierni zwity wtłaczali djadem,

Że Mu po twarzy krew strugami ciekła,

Na pierś spadając wklęsłą i na chwiejne,

Żałość budzące kolana i stopy.

Okryty błotem, krwią i plwocinami,

Siedział ten biedny syn cieśli, pokorny,

Prawie bezkształtny dla oka, jak kupa

Gliny, na której zaledwie zostały

Roztarte znaki rzeźbiarskiego palca.

A jednak czułem — może z przywidzenia