Wchłania znów w siebie w ciągły czas.

Pierwiastki swoich plonów.

I, niby świetlny, wiewny puch,

Wzniósłszy się do tych szczytów

We śnie ekstazy, ludzki duch

Stapia się z bytem bytów.

Ale jak kropla blask ma swój

W blaskach wielkiego morza,

Gdy na nie ogni złoty zdrój

Poranna zleje zorza: