Ciernie, co kłują blado–żółte skronie —

Wszystko to ginie w twej potwornej szczęce,

Wszystko to brzuch twój w swoich bezdniach chłonie.

Przywlokłeś ku mnie swe nogi żebracze,

Bose, zziębnięte w śnieżystej wichurze,

I dusza moja już litością płacze,

I już ci cały, jak pachołek, służę...

Przyszedłeś ku mnie, ty płazie człowieczy,

Z odgniotem jarzma na schylonym grzbiecie,

I już ma dusza ciemiężcom złorzeczy,