Na żółte łąki, na zwiędłe ścierniska,

Mgłą się opijasz, przejmuje cię chłód,

Co z ziół zeschniętych siwy szron wyciska

Ponad wodami spochmurniałych wód.

Odlatujący ścigasz ptactwa klucz,

Śledzisz, czy bracia w drodze się nie znużą;

Żałość wyziera z twych poblakłych ócz,

Gdy spoczniesz w gnieździe, rozrzuconem burzą,

W gnieździe, skąd ptactwa precz uleciał klucz.

Porywasz szepty z spiekłych ludzkich warg,