Dusze ich, rozbrat wziąwszy z ciał odzieżą,
Jęków ziemskiego bólu już nie słyszą.
Na lotnych skrzydłach wielki przestwór mierzą,
Melodiami sfer wonnymi dyszą;
W twarz zórz i słońca zapatrzone świeżą,
W promiennych blaskach pyłem blasków wiszą.
A tylko czasem schodzą na mogiły,
Oblane światła miesięcznego3 falą,
Cicho po trawie aksamitnej depcą
I dla tych bytów, co, stargawszy siły