Rwą się — z ich głębin czarny, skalny szaniec

Swoje potworne czoła wydobywa:

Wśród opoczystych ścian żelazne bramy,

Nad nimi lufy armatnie „Witamy”

Szepcą z otworów... I jeden i drugi

Zjawia się żołnierz, warowni obrońca...

A tam odsłonią krzyż wilgotne smugi,

W dżdżach wykąpany... Ach! czekamy słońca...

III

Huk, szum i syki i mgła czarnopłowa,