Nie zwykła ona chadzać tymi ślady...

Lecz patrz! u stóp się macierzanka wdzięczy

W mchach, których głaźne nie pocięły grady.

A tu — rumianek naszych pól... I z drogi

Straszliwej grozy, przejmującej trwogi

Dusza na skrzydłach znużonych uchodzi

W kraj łąk i lasów rodzinnych. Lecz błogi

Sen rychło rzuca i wraz z Śmiercią brodzi

W kaskad, przepadlisk i lawin powodzi.

Ze szczytu Eggishornu