Odznaczywszy się męstwem i dzielnością, z rozkazu cesarza otrzymał stopień oficera.

Dowódca ówczesny, Wincenty hr. Krasiński, przesłał list następujący własnoręczny Kilińskiemu, wiedząc, jaką mu to radość sprawi:

Pułkowniku!

Miło mi jest donieść Pułkownikowi, iż Najjaśniejszy Cesarz, chcąc nagrodzić syna Jego za danie dowodów męstwa pod Santa-Crux, Frias, Madrytem, Wagram i Casto-herix, raczył mianować go oficerem w swoim regimencie gwardii, którym mam honor komenderować. Jego postępowanie pełne honoru i uczciwości, złączone z wiadomością sztuki wojennej i męstwem wartym pochwał, zapewne otworzą dla niego drogę do dalszych nagród. Proszę przyjąć oświadczenie mego szacunku.

Dnia 18 Februarii22 1811 r., Paryż.

W. hr. Krasiński

Kiliński płakał uszczęśliwiony, odebrawszy list ten, zrosiła łzami małżonka, zalegająca łoże boleści, z którego nie powstała.

Była to jej ostatnia na ziemi radość. Niedługo bowiem przeniosła się do wieczności. Strata ta boleśnie i ciężko zraniła Kilińskiego: przeżył z nią w przykładnym małżeństwie lat 27, odbierał od niej najczulsze dowody szczerego przywiązania i miłości. Toteż wielką moc okazał, kiedy w Wielki Czwartek zabiwszy w jej oczach jednego wroga, na łzy jej i błagania nieczuły, dnia tego odprowadził rozpaczającą do domu i w nim zamknął ją z dziećmi. Nie mógł zapomnieć jej poświęcenia, kiedy po rzezi Pragi i poddaniu się Warszawy uchodził ze stolicy żona na zlężeniu nie opuściła ukochanego męża i wśród drogi i niewygód powiła mu syna.

Kiedy ją utracił, w modlitwie tylko szukał pociechy; sprawił jej wystawny pogrzeb, w katakumbach powązkowskich pochował i taki na płycie marmurowej kazał wyryć napis, który sam skreślił:

Tu spoczywa Marianna z Rucińskich Kilińska, która zostawiła męża i czworo dzieci, a te nie przestaną opłakiwać tak dobrej matki. Przechodniu, jeśliś kochał matkę, wspomnij ją sobie i tu zapłacz. Mając lat 45, umarła dnia 25 kwietnia 1811 roku.