Przypatrz się, gościu, jako on list mój zielony

Prędko uwiądł, a już mię przejźrzeć z każdej strony.

Co, mnimasz, tej przygody nagłej za przyczyna?

Ani to mrozów, ani wiatrów srogich wina,

Lecz mię złego poety wirsze zaleciały,

Tak iż mi tylko prze smród włosy spaść musiały.

Na lipę

Uczony gościu! Jeśli sprawą mego cienia

Uchodzisz gorącego letnich dni promienia,

Jeślić lutnia na łonie i dzban w zimnej wodzie