Że wszytko jako w biały dzień widać będzie,

Ale nazajutrz zaś nic widać nie będzie.

Wtenczas, ojcze, ani już bogom swym dufaj,

Ani się poświęconych ołtarzów łapaj:

Okrutnego lwa szczenię za tobą bieży256,

Które cię paznoktami257 przejmie258 ostrymi

I krwią twoją swe gardło głodne nasyci.

Syny wszytki pobiją259, dziewki w niewolą

Zabiorą260; drugie g’woli trupom261 umarłym

Na ich grobiech262 bić będą. Matko, ty dziatek