Ręka moja, drżąca zgodnie z bojaźliwym uczuciem, obawia się kreślić te wyrazy. W istocie cóż mogą one przedstawić? Jakiż śmiertelnik zdoła pisać, idąc za głosem miłości? Gdzież pióro, które godnie go na papier przeniesie?

Chciałbym w niniejszym liście zebrać wszystkie myśli moje, ale cóż, gdy one uciekają przede mną; błądzą zapewne po ścieżkach Buen Retiro, zatrzymują się na piasku, który ślady stóp twoich zatrzymał, i nie mogą się stamtąd oderwać.

Czyliż w istocie ten ogród naszych królów jest tak piękny, jak mi się wydaje? Nie — bez wątpienia urok jest w moich oczach, a ty, Pani, jesteś jedyną jego przyczyną. Czyliż miejsca te byłyby tak opuszczone, gdyby inni widzieli w nich te piękności, jakie ja za każdym krokiem odkrywam?

W tym ogrodzie trawnik świeżej zielenieje, jaśmin tchnie bardziej balsamicznym zapachem i krzewy, pod którymi przeszłaś, zazdrosne swego miłosnego cienia, z większą siłą opierają się palącym promieniom słońca. A przecież tylko przeszłaś pod nimi, cóż się więc stanie z sercem, w którym, Pani, zostaniesz na wieki?”

Dokończywszy ten list, odczytałem go i spostrzegłem w nim pełno niedorzeczności — dlatego też nie chciałem ani go oddać, ani odesłać. Tymczasem, niby dla przyjemnego złudzenia zapieczętowałem go i podpisałem: „Do pięknej Inezy”, po czym wrzuciłem go do szuflady.

Gdy to uczyniłem, przyszła mi chęć wyjścia na przechadzkę. Przebiegłem ulice Madrytu i przechodząc obok gospody pod Białym Lwem, pomyślałem, że dobrze uczynię, jeżeli tu zjem obiad i tym sposobem uniknę przeklętego natręta. Jakoż kazałem sobie dać obiad i następnie wróciłem do mojej gospody.

Otworzyłem szufladę, gdzie leżał mój list miłosny, i wprawiło mnie w wielkie zdziwienie, że już go tam nie znalazłem. Pytałem moich służących, którzy powiedzieli mi, że wyjąwszy Busquera nikt więcej u mnie nie był. Nie wątpiłem, że on go zabrał i byłem bardzo niespokojny, co z nim pocznie.

Nad wieczorem nie poszedłem prosto do Buen Retiro, ale skryłem się do tego samego sklepu, który mi już służył poprzednio. Wkrótce spostrzegłem karetę pięknej Inezy i Busquera biegnącego za nią z całych sił i pokazującego list, który trzymał w ręku. Łotr tak krzyczał i wywijał rękami, że zatrzymano karetę, a wtedy oddał list do rąk własnych. Następnie kareta potoczyła się ku Buen Retiro, Busqueros zaś poszedł w przeciwną stronę.

Nie mogłem przewidzieć końca tej przygody i z wolna zdążałem ku ogrodowi. Zastałem tam już piękną Inezę siedzącą wraz ze swoją towarzyszką na ławce przypartej do altany. Dała mi znak, abym zbliżył się, kazała usiąść i rzekła:

— Chciałam kilka słów z panem pomówić. Naprzód proszę cię, abyś raczył mi powiedzieć, dlaczego napisałeś mi te wszystkie niedorzeczności i następnie dlaczego użyłeś do oddania mi ich tego człowieka, którego zuchwalstwo, jak wiesz, już raz mi się nie podobało?