— Opowiadanie pana wraca mu mój szacunek. Masz pan słuszność, nic nie ma w świecie przyjemniejszego, jak wiedzieć, co się dzieje u drugich. Od pierwszych lat mego życia zawsze miałam to przekonanie. Teraz niepodobna mi dłużej tu pana zatrzymywać, ale spodziewam się, że nie po raz ostatni go widzę.
— Zanim pani obudziłaś się — rzekłem — małżonek twój uczynił mi zaszczyt wzięcia mojej twarzy za krwawą i straszliwą głowę, która przychodziła wyrzucać mu mimowolne morderstwo. Racz więc pani z kolei uczynić mi zaszczyt opowiedzenia mi tych okoliczności.
— Pochwalam tę ciekawość — odrzekła — przyjdź więc pan jutro o godzinie piątej wieczorem do wielkiego ogrodu. Zastaniesz mnie tam z jedną z moich przyjaciółek. Teraz żegnam pana.
Młoda kobieta z niepospolitą grzecznością odprowadziła mnie do okna, zlazłem po drabinie i połączyłem się z moimi towarzyszami, którym wiernie wszystko opowiedziałem. Nazajutrz o godzinie piątej wieczorem udałem się do wielkiego ogrodu.
Gdy tak Busqueros mówił, zdało mi się, że słońce zupełnie już zachodzi, zniecierpliwiony więc rzekłem:
— Señor don Roque, zaręczam ci, że ważna sprawa nie pozwala mi dłużej pozostać, sądzę przeto, że będziesz mógł z wszelką łatwością skończyć twoją historię za pierwszym razem, gdy zechcesz uczynić mi zaszczyt przyjścia do mnie na obiad.
Busqueros, przybrał tym razem jeszcze więcej zagniewaną minę i rzekł:
— Wyraźnie przekonywam się, señor don Lopez, że chcesz mnie obrazić; w takim razie lepiej uczynisz, mówiąc mi otwarcie, że uważasz mnie za bezwstydnego gadułę i nudziarza; ale nie, señor don Lopez, nie mogę przypuścić, abyś miał tak źle o mnie sądzić, prowadzę więc dalej moje opowiadanie.
— Zastałem już w wielkim ogrodzie wczorajszą moją znajomą z jedną z jej przyjaciółek, wysoką, młodą i wcale niebrzydką kobietą. Usiedliśmy na ławce i młoda kobieta, pragnąc, abym ją bliżej poznał, tak zaczęła opowiadać szczegóły swego życia.