W teologii tej Bóg, którego nazywano Ojcem, czczony był jedynie przez milczenie: wszelako gdy chciano wyrazić, jak dalece sam sobie wystarcza, mówiono, że jest swoim własnym ojcem i własnym synem. Czczono go także pod postacią syna i wtedy nazywano „rozumem bożym” lub „Thotem”, co znaczy po egipsku „przekonanie”.
Na koniec, ponieważ spostrzegano w naturze ducha i materię, poczytywano zatem pierwszy za wynik z Boga i przedstawiano go pływającego po ile, jak to wam już gdzie indziej powiedziałem. Twórca tej metafizyki zwany był „po trzykroć wielkim”. Plato, który przepędził osiemnaście lat w Egipcie, wprowadził do Greków teorię o słowie, za co uzyskał od nich przydomek boskiego.
Cheremon utrzymywał, że wszystko to nie istniało zupełnie w duchu dawnej religii egipskiej, że ta zmieniła się, gdyż w ogóle zmiana leżała w naturze każdej religii. Zdanie jego pod tym względem wkrótce potwierdziły wypadki zaszłe w synagodze aleksandryjskiej.
Nie byłem jedynym Żydem, który badał teologię egipską, inni także zasmakowali w niej, zwłaszcza zaś oczarował ich duch enigmatyczny, który panował w całej ich literaturze, a który zapewne pochodził z pisma hieroglificznego i z zasady egipskiej nieprzywiązywania się do symbolu, ale do myśli w nim ukrytej.
Nasi rabinowie aleksandryjscy pragnęli także mieć zagadki do rozwiązywania i wyobrazili sobie, że pisma Mojżesza, jakkolwiek przedstawiają opowiadanie faktów i rzeczywistą historię, były wszelako pisane z tak boską sztuką, że obok myśli dziejowej ukrywały jeszcze drugą, tajemniczą i alegoryczną. Niektóry z mędrców naszych wyjaśnili tę myśl ukrytą z przenikliwością, która im zaszczyt w owym czasie przyniosła, jednakże ze wszystkich rabinów najwięcej odznaczył się Filon. Długie badania nad Platonem wprawiły go w rzucanie fałszywego światła na ciemności metafizyki, stąd też nazywano go Platonem synagogi.
Pierwsze dzieło Filona obejmowało rzecz o stworzeniu świata, szczególniej zaś zastanawiało się nad własnościami liczby siedem. W piśmie tym autor nazywa Boga ojcem, co zupełnie wchodzi w zakres teologii egipskiej, nie zaś stylu Biblii. Znajdujemy tam również, że wąż jest alegorią rozkoszy i że historia kobiety stworzonej z żebra mężczyzny jest także alegoryczna.
Tenże sam Filon, napisał drugie dzieło o snach, gdzie mówi, że Bóg ma dwie świątynie: jedną na tym świecie, której kapłanem jest słowo boże; drugą zaś duszę czystą i wyrozumowaną, której kapłanem jest człowiek. W książce swojej o Abrahamie Filon jeszcze wydatniej wyraża się w duchu egipskim, gdyż mówi:
„Ten, którego pismo święte nazywa będącym (czyli tym, który jest), w istocie jest ojcem wszystkiego. Z dwóch stron otaczają go potęgi bytu, najdawniejsze i najściślej z nim złączone, mianowicie potęga twórcza i potęga rządząca. Jedna nazywa się Bogiem, druga Panem. Takim sposobem wielka istność złączona z tymi potęgami przedstawia nam raz pojedynczy kształt, drugi raz potrójny: pierwszy, gdy dusza zupełnie oczyszczona wznosi się nad wszystkie liczby, nawet nad liczbę dwa, tak bliską jedności, i gdy przechodzi nareszcie w wyrażenie oderwane, proste i szczytne; drugi kształt, potrójny, przedstawia się duszy niezupełnie jeszcze przypuszczonej do wielkich tajemnic”.
Tenże Filon, który tak się rozplatonował aż do utraty oglądu rzeczy i rozumu, jest tym samym, który później był posłem przy cesarzu Klaudyuszu. Używał on wielkiej powagi w Aleksandrii i prawie wszyscy hellenizujący Żydzi, porwani urokiem jego stylu i popędem, jaki wszyscy dudzie mają do nowości, przyjęli jego naukę, tak dalece że wkrótce byli tylko, że tak powiem, Żydami z nazwiska. Księgi mojżeszowe stały się dla nich pewnym rodzajem tła, na którym przetykali według upodobania własne alegorie i tajemnice, zwłaszcza zas mit potrójnego kształtu.
W owej epoce Żydzi Esseńczycy już byli utworzyli dziwaczne ich stowarzyszenie. Nie żenili się i nie posiadali żadnych majątków. Wszystko należało do ogółu. Nareszcie ze wszech stron ujrzano powstające nowe religie, mieszaniny judaizmu i magizmu, mieszaniny sabeizmu i platonizmu, wszędzie zaś masy przesądów gwiazdarskich. Dawne religie zewsząd waliły się ze swych posad.