Gdy Żyd Wieczny Tułacz kończył te sława, znaleźliśmy się niedaleko miejsca spoczynku, porzucił nas więc i przepadł gdzieś w górach. Nad wieczorem Cygan, mając czas wolny, tak dalej ciągnął swoje opowiadanie.
Dalszy ciąg historii naczelnika Cyganów
Młody Soarez, opowiedziawszy mi historię swego pojedynku z Busquerem, uczuł się zmorzony snem, zostawiłem go więc w spokoju, nazajutrz zaś zapytawszy, co się dalej stało, taką otrzymałem odpowiedź:
Dalszy ciąg historii Lopeza Soareza
Busqueros, zraniwszy mnie w ramię, rzekł, że prawdziwym szczęściem jest dlań ta nowa sposobność okazania mi swego poświęcenia. Rozdarł moją koszulę, owiązał mi ramię, okrył płaszczem i zawiódł do chirurga. Ten opatrzył mi rany, sprowadził powóz i odwiózł mnie do domu. Busqueros kazał wnieść sobie łóżko do przedpokoju. Nieszczęsny skutek moich usiłowań pozbycia się natręta odstręczył mnie od podejmowania nowych i poddałem się memu losowi. Nazajutrz dostałem gorączki, jaka zwykle nawiedza rannych. Busqueros zawsze okazywał równą gorliwość i na chwilę mnie nie opuszczał. Czwartego dnia mogłem nareszcie z przewiązaną ręką wyjść na ulicę. Piątego dnia po obiedzie wszedł do mnie służący od pani d’Avalos i przyniósł list, który Busqueros natychmiast pochwycił i czytał, co następuje:
„Ineza Moro do Lopeza Soarez.
Dowiedziałam się, kochany Soarez, że miałeś pojedynek i zostałeś ranny w ramię. Możesz sobie wyobrazić, ile na tym cierpiałam. Teraz jednak idzie o użycie ostatecznych środków. Chcę, aby mój ojciec zastał cię u mnie. Przedsięwzięcie jest śmiałe, ale mamy za sobą ciotkę d’Avaloz, która nam dopomoże. Zaufaj człowiekowi, który wręczy ci ten list — jutro już będzie za późno”.
— Señor don Lopez — rzekł nienawistny mi Busqueros — widzisz, że w tym razie nie możesz obejść się beze mnie. Każde podobne przedsięwzięcie z natury swojej do mnie należy. Uważałem cię zawsze za zbyt szczęśliwego, że potrafiłeś zjednać sobie moją przyjaźń, atoli dziś więcej niż kiedykolwiek poznasz całą jej wartość. Ach, przez świętego Rocha, mego patrona, gdybyś był pozwolił mi dokończyć moją historię, byłbyś zobaczył, co uczyniłem dla księcia d’Arcos, ale przerwałeś mi i to jeszcze tak gwałtownym sposobem. Wreszcie nie skarżę się, gdyż rana, jaką ci zadałem, pozwoliła mi dać nowe dowody mego dla ciebie poświęcenia. Teraz, señor don Lopez, błagam cię tylko o jedną laskę. Nie mieszaj się do niczego, póki nie nadejdzie stanowcza chwila. Tymczasem żadnej gadaniny, żadnego zapytania! Zaufaj mi, señor don Lopez, zaufaj!
To powiedziawszy, Busqueros wyszedł do drugiego pokoju z powiernikiem panny Moro. Długo szeptali coś między sobą, wreszcie Busqueros sam powrócił, niosąc w ręku pewien rodzaj planu wyobrażającego uliczkę Augustianów.