Widzisz stąd tę zachwycającą parę. Młodzieniec głaszcze ręką wspinającego się rumaka, narzeczona zaś siedzi w palankinie, który król Borneo darował był przed laty nieboszczykowi wicekrólowi de Peña Velez.
Natomiast ostatniej dziewczyny, tej leżącej w lektyce, nad którą ksiądz odmawia pacierze, równie jak pan, nie znam. Wczoraj przez nierozmyślną ciekawość poszedłem do jakiejś szubienicy stojącej tuż przy wielkiej drodze. Znalazłem tam tę młodą dziewczynę leżącą między dwoma wisielcami, zacząłem więc wołać na resztę towarzystwa, chcąc im pokazać tę osobliwość. Hrabia, mój pan, widząc, że dziewczyna jeszcze oddycha, kazał ją zanieść na miejsce naszego noclegu, postanowił nawet przeczekać jeszcze jeden dzień, aby można było lepiej doglądać chorej. W istocie, nieznajoma zasługuje na te starania, gdyż jest nadzwyczajnie piękna. Dziś odważono się umieścić ją w lektyce, ale biedaczka co chwila upada na siłach i omdlewa.
Ten dworzanin, który postępuje za lektyką, jest to don Alvar Massa Gordo, pierwszy kuchmistrz, a raczej marszałek dworu hrabiego. Obok niego widzisz pasztetnika Lemadę i Lecho, cukiernika.
— Dziękuję ci, señor — rzekłem — mówisz mi daleko więcej, niż chciałem wiedzieć.
— Nareszcie — dodał — ten, który zamyka pochód i ma zaszczyt mówienia z panem, jest don Gonzalw de Hierro Sangre, szlachcic peruwiański, pochodzący od Pizarrów i Almagrów i dziedzic ich dzielności.
Podziękowałem znakomitemu Peruwiańczykowi i złączyłem się z moim towarzystwem, któremu powtórzyłem zebrane wiadomości. Wróciliśmy do obozu i powiedzieliśmy naczelnikowi Cyganów, że spotkaliśmy jego małego Lonzeta i córkę tej pięknej Elwiry, której miejsce zajął był niegdyś przy wicekrólu. Cygan odrzekł nam, iż wie, że od dawna mieli zamiar opuścić Amerykę, że przeszłego miesiąca wylądowali w Kadyksie, że wyjechali stamtąd w przeszłym tygodniu i przepędzili dwie noce nad brzegiem Gwadalkiwiru, niedaleko szubienicy braci Zota, przy której znaleźli młodą dziewczynę leżącą między dwoma wisielcami. Następnie dodał:
— Zdaje mi się, że ta młoda dziewczyna nie ma żadnego związku z Gomelezami; ja w każdym razie zupełnie jej nie znam.
— Jak to? — zawołałem zdziwiony — ta dziewczyna nie jest narzędziem Gomelezów, a jednak znaleziono ją pod szubienicą? Miałyżby te harce piekielnych duchów być prawdziwe?
— Kto wie? Może się nie mylisz — odparł Cygan.
— Trzeba by koniecznie — rzekła Rebeka — przez kilka dni zatrzymać tu tych podróżnych.