Nazajutrz Ricardi, cały drżący, wszedł do pokoju Laury i z najrozkoszniejszym zadziwieniem był jak najmilej przyjęty.
— Przebacz mi, drogi wuju — rzekła — kochany mój dobroczyńco, jestem niewdzięcznicą, niezasługującą, by żyć na świecie. Jestem dziełem twoich rąk, ty wykształciłeś mój umysł, winnam ci wszystko, wybacz dziwactwu, które bynajmniej nie pochodziło z serca.
Tak nastąpiła zgoda. W kilka dni potem Laura rzekła do Ricardego:
— Nie mogę być z tobą szczęśliwa. Zbyt jesteś panem w tym domu, wszystko tu do ciebie należy; jestem tu zupełnie twoją niewolnicą. Ten lord, który przychodzi do ciebie, darował Biance Capuzzi najpiękniejszy majątek z księstwa Urbino. Oto jest prawdziwie szlachetny człowiek! Ja zaś jestem pewna, że gdybym prosiła cię o tę małą baronię, w której przepędziłam trzy miesiące, bez wątpienia byś mi jej odmówił. Jednakowoż jest to zapis twego wuja Cambiasiego i możesz nim według upodobania rozrządzać.
— Chcesz mnie więc opuścić — rzekł Ricardi — kiedy tak pragniesz niezawisłego losu?
— Chcę cię więcej kochać — odparła Laura.
Ricardi nie wiedział, czy dać, czy odmówić; kochał, był zazdrosny, lękał się, aby Laura nie zdradziła jego tajemnicy; z drugiej jednak strony, nie chciał uczynić się od niej zawisłym. Laura czytała w jego duszy i byłaby przyprowadziła go do ostateczności, ale Ricardi miał niezmierny wpływ w Rzymie i na jedno jego słowo czterech zbirów byłoby schwyciło siostrzenicę i zawiozło na długą pokutę do jakiego klasztoru.
Ta obawa wstrzymywała Laurę, aby jednak postawić na swoim, udała niebezpiecznie chorą. Właśnie rozmyślała nad tym zamiarem, gdy wszedłeś do jaskini.
— Jak to — zawołałem cały zdziwiony — nie o mnie więc dumała?
— Nie, moje dziecię — rzekła Sylwia — dumała o zyskownej baronii z dwoma tysiącami skudów rocznego dochodu. Nagle przyszła jej myśl jak najśpieszniejszego udania chorej, a nawet umierającej. Wprawiła się już, powtarzając po aktorkach, które widziała w Londynie, i chciała przekonać się, czyli potrafi cię omamić. Widzisz więc, mój młody Hiszpanie, że wpadłeś w zastawioną siatkę, wszelako nie możesz się skarżyć na koniec komedii, ani też moja pani. Nigdy nie zapomnę, jak byłeś piękny, gdy cały omdlewający wychodziłeś od Laury, wspierając się na moim ramieniu. Odtąd czuję, mój luby, że i ja kocham cię nad życie!