Cóż mogę wam więcej powiedzieć? Wysłuchałem Sylwii, pomieszany, ogłuszony i niepojmujący, jak można było w jednej chwili rozwiać komuś wszystkie złudzenia. Ale Sylwia była tak piękna, czarne jej oczy błyskały tak przenikliwym ogniem, śnieżne jej łono tak rozkosznie wznosiło się, miotane gwałtownym uczuciem, że sam nie wiem, jak przepędziłem resztę czasu; dość, że gdy Sylwia odprowadzała mnie do powozu, nie mogłem wytłumaczyć sobie, czy należało dręczyć się nowymi wyrzutami, czy też wcale o nich nie myśleć.


Gdy margrabia doszedł do tego miejsca swojej powieści, Cygan, mając ważne sprawy do załatwienia, prosił go, aby raczył dalszy ciąg odłożyć nazajutrz.

Dzień czterdziesty trzeci

Zebrano się jak zazwyczaj i margrabia, widząc wszystkich oczekujących w milczeniu, zaczął w te słowa:

Dalszy ciąg historii margrabiego Torres Rovellas

Mówiłem wam, jak sprzeniewierzywszy się dwa razy Elwirze, za pierwszym doznałem bolesnych wyrzutów sumienia, za drugim zaś nie wiedziałem, czy znowu mam je sobie czynić, czy też wcale o nich nie myśleć. Zresztą mogę wam zaręczyć, że zawsze jednakowo kochałem moją kuzynkę i równie płomienne pisywałem do niej listy. Mentor mój, pragnąc wyleczyć mnie z romansowości, pozwalał sobie czasami na postępki, które wychodziły nieco z zakresu jego powołania. Udając, że o niczym nie wie, często wystawiał mnie na pokusy, którym nigdy nie zdołałem się oprzeć; wszelako miłość moja dla Elwiry była zawsze jednakowa i z niecierpliwością wyglądałem chwili udzielenia mi przez kancelarię apostolską dyspensy na małżeństwo.

Nareszcie pewnego dnia Ricardi kazał przywołać mnie i Santeza. Postawa jego była uroczysta, rozpogodził jednak czoło i rzekł z łagodnym uśmiechem:

— Sprawa wasza jest załatwiona, chociaż nie bez wielkich trudności. Wprawdzie dość łatwo udzielamy dyspensy dla innych krajów katolickich, ale inaczej rzecz się ma z Hiszpanią, gdzie wiara jest czystsza i zasady jej ściślej zachowywane. Pomimo to Jego Świątobliwość, zważając na liczne pobożne fundacje, jakie rodzina Rovellas zaprowadziła w Ameryce, zważając nadto, że błąd obojga dzieci był skutkiem nieszczęść rzeczonej rodziny, nie zaś owocem rozpustnego wychowania, Jego Świątobliwość, powtarzam, rozwiązał węzły pokrewieństwa, jakie was między sobą łączyły. Będą one zarówno rozwiązane w niebie; jednakowoż, dla niezachęcania tym przykładem młodzieży do wpadania w podobne błędy i dla zadośćuczynienia świętym prawom pokuty, nakazane wam jest nosić na szyi różaniec o stu ziarnach i przez trzy lata codziennie go odmawiać. Oprócz tego macie wystawić kościół dla teatynów z Veracruz. Teraz mam zaszczyt złożyć tobie, mój młody przyjacielu, jako też przyszłej margrabinie, życzenia wszelkich pomyślności i szczęścia.