Urządzenia te zabrały mi cały poranek. Nadeszło południe. Zastawiono mi nakrycie w moim pokoju. Byłem zachwycony. Z rozkoszą spoglądałem na te trzy czarowne stworzenia, które prześcigały się w staraniach około mnie i z wdzięcznością przyjmowały najlżejsze z mojej strony podziękowanie. Ale na wszystko jest czas; z przyjemnością oddałem się zaspokojeniu mego głodu. Po obiedzie wziąłem kapelusz i szpadę i wyszedłem do miasta. Nieraz zażywałem już przechadzki, ale nigdy z taką jak wówczas przyjemnością. Czułem się pełny zdrowia, życia i dzięki pieszczotom trzech kobiet powziąłem sam o sobie korzystne wyobrażenie. Tak to zwykle młodzież o tyle się sama ceni, o ile zyskuje w tym względzie potwierdzenie płci pięknej.
Wstąpiłem do jubilera, gdzie nakupiłem sobie klejnotów i stamtąd udałem się do teatru. Wieczorem, wróciwszy do domu, zastałem trzy kobiety siedzące przed drzwiami. Zorilla śpiewała z towarzyszeniem gitary, dwie zaś pozostałe robiły siatkę na włosy.
— Señor caballero — rzekła mi matka — zamieszkałeś w naszym domu, okazujesz nam zaufanie bez granic, a jednak nie pytasz, kim jesteśmy. Wypada wszelako o wszystkim cię uwiadomić. Dowiedz się zatem, señor, że nazywam się Inez Santarez i jestem wdową po don Juanie Santarez, korregidorze Hawany. Ożenił się był ze mną bez majątku i tak samo mnie też zostawił, z dwoma córkami, które tu widzisz, i bez żadnych środków do życia. Gdy owdowiałam, nędza moja wprawiła mnie w najwyższy kłopot i sama nie wiedziałam, co począć, gdy niespodziewanie odebrałam list od mego ojca. Pozwolisz, że przemilczę jego nazwisko. Niestety! On także przez całe życie walczył z losem, nareszcie, jak mi to donosił w swym piśmie, fortuna uśmiechnęła się do niego i został mianowany podskarbim wojennym. Zarazem przysłał mi weksel na dwa tysiące pistolów i rozkaz bezzwłocznego powrotu do Madrytu. Przyjechałam więc i tego samego dnia dowiedziałam się, że oskarżono mego ojca o zdradę stanu i uwięziono go w Wieży Segowskiej. Tymczasem najęto dla nas ten dom, wprowadziłam się więc i żyję w jak najściślejszym odosobnieniu, nie widując nikogo, wyjąwszy pewnego młodego urzędnika z biura ministerium wojny. Przychodzi on donosić mi o biegu sprawy mego ojca. Z wyjątkiem jego nikt nie wie o naszych stosunkach z nieszczęśliwym więźniem.
Domawiając tych słów, pani Santarez zalała się łzami.
— Nie płacz, droga mamo — rzekła jej Celia — wszystko na świecie, a zatem i zmartwienia, kończą się kiedyś. Widzisz, już spotkałyśmy tego młodego señora, którego postać jest tak ujmująca i zdaje się wróżyć nam pomyślność.
— W istocie — dodała Zorilla — od czasu, jak się do nas wprowadził, wesołość zastąpiła miejsce dawnych smutków.
Pani Santarez rzuciła na mnie na pół tęskne i czułe wejrzenie, córki także spojrzały na mnie, po czym spuściły oczy, zapłoniły się, zmieszały i wpadły w zamyślenie. Nie było wątpliwości: wszystkie trzy kochały się we mnie; stan ten przepełniał pierś moją szczęściem.
Śród tego zbliżył się do nas jakiś kształtny, wysoki młodzieniec. Wziął panią Santarez za rękę, odprowadził na stronę i długo wiódł z nią cichą rozmowę. Wróciwszy z nim, rzekła do mnie:
— Señor caballero, oto jest don Krzysztof Sporadoz224, o którym ci wspominałam, jedyny gość, jakiego widujemy w Madrycie. Chciałam także sprawić mu przyjemność. zaznajamiając go z tobą, ale chociaż mieszkamy w jednym domu, dotąd nie wiem jednak, z kim mam zaszczyt mówić.
— Pani — odpowiedziałem — jestem szlachcicem z Asturii, nazywam się Leganez.