W pierwszych dniach Toledo poszedł przedstawić się królowi, następnie pokazać w Prado. Wziął najpiękniejszego konia ze stajni brata swego, księcia Lermy, kazał osiodłać dla mnie drugiego, nie mniej pięknego, i pojechaliśmy zmieszać się z czeredą tłoczącą się przy drzwiczkach kobiecych powozów.
Przepyszny pojazd zwrócił naszą uwagę: była to otwarta kareta, w której siedziały dwie kobiety w na pół żałobnym stroju. Toledo poznał dumną księżnę Avila i podjechał, aby się z nią przywitać; druga kobieta odwróciła się: nie znał jej wcale i zdawał się być oczarowany jej pięknością.
Nieznajomą tą była ta sama księżna Medina Sidonia, która tylko co była porzuciła swoje schronienie i wracała do świata. Poznała dawnego swego niewolnika i skrycie położyła palec na ustach, dając znak, abym nie wydał jej tajemnicy. Następnie obróciła piękne swe oczy na Toledo, który przybrał postać poważną i bojaźliwą, jakiej w nim dotąd nie widziałem przy żadnej kobiecie. Księżna Sidonia oświadczyła, że nie wejdzie już w powtórne związki, księżniczka Avila zaś, że nigdy nie pójdzie za mąż. Wobec tak nieodmiennie obranych postanowień kawaler maltański właśnie w sam czas przybywał. Obie damy nader mile przyjęły Toleda, który z wdzięcznością podziękował za ich łaskę, księżna Sidonia zaś, udając, że mnie po raz pierwszy widzi, potrafiła zwrócić na mnie uwagę swej przyjaciółki. Tym sposobem utworzyliśmy dwie pary, które ciągle spotykały się pośród wszystkich uroczystości Madrytu. Toledo kochany po setny raz w życiu, ja zaś zakochany po raz pierwszy. Starałem się składać hołdy pełne poszanowania u stóp księżniczki Avila. Zanim jednak przystąpię do opowiedzenia wam moich stosunków z tą damą, muszę uwiadomić was o położeniu, w jakim naówczas się znajdowała.
Książę Avila, ojciec jej, umarł podczas naszego pobytu na Malcie. Śmierć człowieka chciwego zaszczytów zawsze wielkie na ludziach wywiera wrażenie. Jest to upadek, który zawsze, jeżeli ich nie wzrusza, to przynajmniej zadziwia. Pamiętano w Madrycie infantkę Beatrycze i tajemny jej związek z księciem. Zaczęto wspominać o synu, na którym miały spoczywać dalsze losy tej rodziny. Spodziewano się, że testament nieboszczyka objaśni tę tajemnicę, ale powszechne oczekiwania spełzły na niczym: testament niczego nie objaśniał. Dwór milczał, tymczasem zaś dumna księżniczka Avila weszła w świat, wynioślejsza, bardziej gardząca zalotnikami i stanem małżeńskim niż kiedykolwiek.
Chociaż urodziłem się z uczciwej szlacheckiej rodziny, atoli w pojęciach hiszpańskich nie mogła istnieć żadna równość między mną a księżniczką, do której mogłem zbliżyć się tylko jako młody człowiek szukający jej opieki dla wyrobienia sobie losu. Toledo był niejako rycerzem pięknej Sidonii, ja zaś niby koniuszym jej przyjaciółki. Służba ta nie miała dla mnie nic nieprzyjemnego, mogłem, nie zdradzając mojej namiętności, uprzedzać wszelkie chęci zachwycającej Manueli, wypełniać jej rozkazy, słowem, wyłącznie poświęcić się na jej usługi. Tak, wiernie pilnując skinień mojej władczyni, strzegłem się, aby żaden wyraz, rzut oczu lub westchnienie nie wydały uczuć mego serca. Bojaźń, aby jej nie ubliżyć i nie narazić się na zakaz widywania, jaki łatwo mógł po tym nastąpić, dodawała mi siły do ukrycia mojej namiętności. Śród tego księżna Sidonia o ile możności starała się podnieść mnie w oczach swej przyjaciółki, ale łaski, jakie otrzymywała dla mnie, ograniczały się jedynie do kilku przyjaznych uśmiechów wyrażających zimną przychylność.
Stan taki trwał przeszło rok. Widywałem księżniczkę w kościele, w Prado odbierałem jej rozkazy na cały dzień, ale nigdy noga moja nie postała w jej domu. Pewnego dnia kazała przywołać mnie. Zastałem ją nad krosnami, otoczoną orszakiem służebnic. Wskazawszy mi krzesło, przybrała postać niesłychanie dumną i rzekła:
— Señor Avadoro, ubliżyłabym pamięci mych przodków, których krew płynie w moich żyłach, gdybym nie użyła całej wziętości mojej rodziny do wynagrodzenia przysług, jakie codziennie mi wyświadczasz. Wuj mój, książę Sorriente, uczynił mi tęż samą uwagę i ofiaruje ci miejsce pułkownika w pułku jego nazwiska. Spodziewam się, że nie odmówisz mu zaszczytu przyjęcia tej godności. Zastanów się.
— Pani — odpowiedziałem — połączyłem moją przyszłość z losem kawalera Toledo i nie pragnę innych godności oprócz tych tylko, które on sam dla mnie otrzyma. Co zaś do przysług, jakie mam szczęście codziennie waszej książęcej mości wyświadczać, najsłodszą dla mnie nagrodą będzie pozwolenie, abym ich nie przerywał.
Księżniczka nic mi na to nie odrzekła, tylko lekkim skinieniem głowy dała znak, że mogę odejść.
W tydzień potem znowu przywołano mnie do dumnej księżniczki. Przyjęła mnie podobnie jak za pierwszym razem i rzekła: