— Leonora — odrzekłem.

— Nie o to się pytam — przerwała — muszę przecie mieć jeszcze drugie nazwisko, nie jestem już tak prosta, jaką byłam u karmelitek. Tam myślałam, że świat składa się tylko z zakonnic i spowiedników, ale teraz wiem, że są żony i mężowie, którzy ich nigdy nie opuszczają, i że dzieci noszą nazwisko ojca. Dlatego to pragnę dowiedzieć się mego nazwiska.

Ponieważ karmelitki w niektórych klasztorach żyją według nader ostrej reguły, nie zdziwiła mnie więc ta nieświadomość w dwudziestoletniej dziewczynie. Powiedziałem jej następnie, że widziałem ją tańczącą w jej pokoju i że zapewne nie u karmelitek uczyła się tańca.

— Nie — odpowiedziała — książę Avila umieścił mnie u karmelitek, ale po jego śmierci odwieziono mnie do urszulanek, gdzie jedna wychowanica nauczyła mnie tańca, druga śpiewu, inna różnych innych rzeczy, zwłaszcza tyczących się małżeństwa i miłości, między wychowanicami bowiem nie ma żadnych tajemnic. Co do mnie, chciałabym koniecznie mieć nazwisko, ale do tego potrzeba, abym poszła za mąż.

Następnie Leonora mówiła mi o komedii, o przechadzkach, walkach byków i oświadczyła niepomiarkowaną ciekawość widzenia tych wszystkich rzeczy. Odtąd kilka razy z nią rozmawiałem, ale zawsze wieczorem. W tydzień potem otrzymałem od księżniczki list następującej treści:

„Księżniczka Avila do Don Juana Avadoro.

Zbliżając cię do Leonory, spodziewałam się, że obudzę w niej pewną skłonność ku tobie. Ochmistrzyni zaręcza mi, że spełniły się moje nadzieje. Jeżeli mam wierzyć poświęceniu, jakie zawsze dla mnie okazywałeś, zaślubisz Leonorę. Pomyśl, że odmowa będzie wobec mnie niewybaczalną obrazą”.

Odpowiedziałem tymi słowy:

„Don Juan Avadoro do księżniczki Avila.

Poświęcenie moje dla Waszej Książęcej Mości jest jedynym uczuciem, jakie zajmuje moją duszę. Inne, jakie się żonie przynależą, zapewne nie znalazłyby już w niej miejsca. Leonora zasługuje na męża, który by tylko ją kochał”.