Tym sposobem od razu, chcąc nie chcąc, zostałem margrabią Castelli i szlachcicem sardyńskim.
Tego samego wieczora dostałem nadzwyczajnego bólu głowy, nazajutrz gorączki, we dwa dni zaś potem — ospy. Zaraziłem się nią w jednej gospodzie w Karyntii. Choroba moja była gwałtowna i nader niebezpieczna, wyleczyłem się jednak i to nie bez korzyści: margrabia Castelli bowiem w niczym nie był podobny do don Avadora; zmieniając nazwisko, zmieniłem zarazem i powierzchowność. Teraz mniej niż kiedykolwiek poznano by we mnie ową Elwirę, która niegdyś miała zostać wicekrólową Meksyku.
Skoro tylko wróciłem do zdrowia, wnet powierzono mi korespondencję z Hiszpanią.
Tymczasem don Filip Andegaweński królował nad Hiszpanią i Indiami, a nawet nad sercami swoich poddanych. Ale właśnie w takich chwilach nie pojmuję, jaki szatan miesza się do książąt i ich spraw. Król don Filip i królowa, jego małżonka, stali się niejako pierwszymi poddanymi księżnej Orsini. Nadto do rady państwa przypuszczono posła francuskiego kardynała d’Estrées, co do najwyższego stopnia oburzyło Hiszpanów. Z drugiej strony, król francuski Ludwik XIV, myśląc, że wszystko mu wolno, osadził Mantuę załogą francuską. Wtedy arcyksiążę don Karlos, powziął nadzieję panowania.
Było to w samym początku roku 1703, gdy pewnego wieczora arcyksiążę rozkazał mnie przywołać. Postąpił kilka kroków naprzeciw mnie, raczył mnie objąć, a nawet czule uścisnąć. Przyjęcie to zapowiadało mi coś nadzwyczajnego.
— Castelli — rzekł arcyksiążę — nie odebrałeś żadnych wiadomości od przeora Toleda?
Odpowiedziałem, że dotąd żadnych nie miałem.
— Był to znakomity człowiek — dodał po chwili arcyksiążę.
— Jak to: był? — przerwałem.
— Tak jest — odparł arcyksiążę — był; przeor Toledo umarł na Malcie na zgniłą gorączkę. Ale znajdziesz we mnie drugiego Toleda. Opłakuj twego przyjaciela i bądź mi wierny.