Historia wielkiego szejka Gomelezów
Widzisz we mnie pięćdziesiątego drugiego następcę Masuda ben Tachera, pierwszego szejka Gomelezów, który wybudował Kassar, znikał ostatniego piątku każdego miesiąca i następnego dopiero powracał.
Kuzynki twoje już ci niektóre rzeczy opowiedziały, ale ja dokończę ci ich powieść i odsłonię wszystkie nasze tajemnice. Maurowie już od kilku lat znajdowali się w Hiszpanii, gdy dopiero pomyśleli o zapuszczeniu się w doliny Alpuhary. Doliny te zamieszkiwał naówczas lud nazwany Turdulami lub Turdetanami. Krajowcy ci sami siebie nazywali Tarszisz i utrzymywali, że niegdyś przebywali w okolicach Kadyksu. Zatrzymali byli wiele wyrazów ze swego starożytnego języka, którym umieli nawet pisać. Liter używali tych, które oznaczono w Hiszpanii nazwiskiem descunoseidas237. Pod panowaniem Rzymian i następnie Wizygotów Tardetanie składali bogate haracze, za to zaś zachowali zupełną niepodległość i dawną wiarę. Czcili Boga pod nazwiskiem Jahh i składali mu ofiary na górze nazwanej Gomelez Jahh, co znaczyło w ich języku górę Jahha. Arabowie zdobywcy, nieprzyjaciele chrześcijan, jeszcze bardziej nienawidzili pogan lub tych, którzy za takich uchodzili.
Pewnego dnia Masud, w podziemiach zamku znalazł kamień pokryty starożytnymi znakami. Podniósł go i spostrzegł kręcone schodki, prowadzące do wnętrza góry. Masud kazał przynieść sobie pochodnię i sam zapuścił się wgłąb. Znalazł komnaty, przejścia, korytarze, ale obawiając się zabłądzić, powrócił. Drugiego dnia znowu zwiedził podziemia i spostrzegł pod nogami grudki wypolerowane i świecące. Zebrał je, zaniósł do siebie i przekonał się, że to było czyste złoto. Przedsięwziął trzecią podróż i idąc za śladem złotego pyłu, dostał się do tej samej żyły złota, nad którą pracowałeś. Osłupiał na widok tylu bogactw. Powrócił czym prędzej i nie zaniechał wszelkich ostrożności, jakie tylko mógł wymyślić, dla zatajenia przed światem swego skarbu. Przy wejściu do podziemia kazał zbudować kaplicę i udał, że chce w niej prowadzić pustelnicze życie na modlitwie i rozmyślaniu. Tymczasem ciągle pracował na żyłą złota i kuł drogi kruszec, o ile możności najwięcej. Praca szła mu niezmiernie wolno, gdyż nie tylko, że nie śmiał przybrać sobie pomocnika, ale nadto musiał potajemnie starać się o stalowe narzędzie potrzebne mu do tej górniczej pracy.
Masud ujrzał wtedy, że bogactwa wcale nie stanowią o władzy, miał bowiem przed sobą więcej złota aniżeli wszyscy panowie ziemscy. Dobywanie jednak przychodziło mu z niesłychaną trudnością; następnie nie wiedział, co począć ze złotem i gdzie je schować.
Masud był gorliwym wyznawcą proroka i zagorzałym stronnikiem Alego. Mniemał, że sam prorok odkrył mu i dał to złoto dla przywrócenia kalifatu jego rodzinie, to jest potomkom Alego i następnie przez nich dla nawrócenia świata na islam. Myśl ta zaprzątnęła jego umysł. Oddał się jej był z tym większym zapałem, że ród Omajadów chwiał się w Bagdadzie i powzięto nadzieje przywrócenia do tronu Alidów. W istocie, Abbasydzi wytępili Omajadów, ale żadna stąd korzyść nie wynikła dla rodu Alego, przeciwnie, jeden nawet z Omajadów przybył do Hiszpanii i został kalifem Kordowy.
Masud, widząc się bardziej niż kiedykolwiek otoczonym nieprzyjaciółmi, umiał pilnie się ukrywać. Zaniechał nawet wykonania swoich zamiarów, ale nadał im kształt, który, że tak powiem, zachowywał je na przyszłość. Wybrał sześciu naczelników rodzin ze swego pokolenia, zobowiązał ich świętą przysięgą i odkrywszy im tajemnicę złotej żyły, rzekł:
— Od dziesięciu lat posiadam już ten skarb i nie mogłem uczynić z niego żadnego użytku. Gdybym był młodszy, mógłbym zebrać wojowników i panować złotem i mieczem. Ale odkryłem moje bogactwa za późno. Znano mnie jako stronnika Alego i jeszcze zanim zdążyłbym zebrać stronnictwo, nie omieszkano by mnie zamordować. Mam nadzieję, że Prorok nasz powróci kiedyś kalifat swojej rodzinie i że wtedy cały świat przejdzie na jego wiarę. Czas jeszcze nie nadszedł, należy go jednak przygotować. Mam stosunki w Afryce, gdzie tajemnie podpieram Alidów, trzeba także w Hiszpanii utwierdzić potęgę naszego pokolenia. Nade wszystko zaś musimy ukrywać nasze środki. Nie powinniśmy wszyscy nosić tego samego nazwiska, ty więc, krewny mój, Zegrysie, z całym twoim rodem osiedlisz się w Grenadzie. Moi zostaną w górach i zachowają nazwisko Gomelezów. Inni oddalą się do Afryki i tam zaślubią córki Fatymitów. Zwłaszcza należy zwracać uwagę na młodzież, zgłębiać jej sposób myślenia i wystawiać na rozmaite próby. Jeżeli kiedykolwiek znajdzie się między nią jeden obdarzony niepospolitymi zdolnościami i dzielnością, naówczas postara się o zrzucenie z tronu Abbasydów, wytępienie do szczętu Omajadów i przywrócenie kalifatu potomkom Alego. Według mego zdania, przyszły zdobywca ma przyjąć tytuł Mahdiego, czyli Dwunastego Imama i powinien zastosować do siebie przepowiednię Proroka, który powiada, że „słońce wstanie na zachodzie”.
Te były zamiary Masuda; zapisał je w księdze, nic odtąd nie przedsiębrał bez rady sześciu naczelników pokolenia. Nareszcie złożył godność i jednemu z nich powierzył miejsce wielkiego szejka i zamek Kassar-Gomelez. Ośmiu szejków nastąpiło po sobie. Zegrysowie i Gomelezi nabyli najpiękniejsze majątki w Hiszpanii, niektórzy przeszli do Afryki, objęli ważne posady i spokrewnili się z najmożniejszymi rodzinami.
Już upływał drugi wiek hegiry238, gdy jeden z Zegrisów ośmielił się ogłosić Mahdim, czyli naczelnikiem według prawa. Założył stolicę w Kairuanie o jeden dzień drogi od Tunisu, podbił całą Afrykę i stał się głową rodu kalifów Fatymitów. Szejk Kassar-Gomelezu posłał mu masę złota, poza tym musiał więcej niż kiedykolwiek osłaniać się mrokiem tajemnicy, chrześcijanie bowiem brali górę i obawiano się, aby Kassar nie popadł w ich ręce. Wkrótce szejk wpadł w drugi kłopot. Było nim nagłe wzniesienie się Abencerragów, rodu nieprzyjaznego naszemu i zupełnie odmiennego z nami sposobu myślenia.