Zegrysowie i Gomelezi byli dzicy, zamknięci w sobie i gorliwi w wierze; przeciwnie Abencerragowie: postępowali łagodnie, wykształcenie, dworsko z kobietami i przyjaźnie z chrześcijanami. Przeniknęli byli do pewnego stopnia nasze tajemnice i otoczyli nas zasadzkami.

Następcy Mahdiego zdobyli Egipt i zostali uznani w Syrii, równie jak w Persji. Potęga Abbasydów runęła ze szczętem. Książęta turkmeńscy owładnęli Bagdadem, pomimo to jednak wyznanie Alego mało co się rozszerzało i wyznanie sunnickie ciągle zachowywało nad nim wyższość.

W Hiszpanii Abencerragowie coraz bardziej psuli obyczaje. Kobiety pokazywały się bez zasłon, mężczyźni zaś u ich nóg wzdychali. Szejkowie Kassaru nie wychodzili więcej z zamku i nie dotykali złota. Stan ten trwał długo, nareszcie Zegrysowie i Gomelezi, pragnąc ocalić wiarę i królestwo, spiknęli się przeciw Abencerragom i wymordowali ich na lwim podwórzu, śród własnego ich pałacu nazwanego Alhambrą.

Nieszczęsny ten wypadek pozbawił Grenadę znacznej części jej obrońców i przyśpieszył zgubę. Doliny Alpuhary, idąc za przykładem reszty kraju, poddały się zwycięzcom. Szejk Kassar-Gomelezu zburzył swój zamek i schronił się do wnętrza podziemi, do tych samych komnat, gdzie widziałeś braci Zota. Sześć rodzin ukryło się wraz z nim we wnętrznościach ziemi, reszta schroniła się do przyległych jaskiń, których otwory wychodziły na inne doliny.

Niektórzy z Zegrisów i Gomelezów przyjęli wiarę chrześcijańską lub przynajmniej udali nawrócenie. W liczbie tych była rodzina Morów, którzy trzymali wprzódy dom handlowy w Grenadzie, a następnie zostali nadwornymi bankierami. Nie obawiali się braku funduszy, mieli bowiem do rozporządzenia wszystkie skarby podziemia. Związki z Afryką ciągle trwały, zwłaszcza zaś z królestwem Tunisu. Wszystko szło dość dobrze aż do czasów Karola, cesarza i króla hiszpańskiego. Zakon proroka, który już nie błyszczał w Azji tak świetnie jak za kalifów, szerzył się za to w Europie, wsparty podbojami Otomanów.

W owej epoce niezgoda, burząca wszystko na ziemi, wdarła się także i pod ziemię, czyli do naszych jaskiń. Szczupłość przestrzeni rozjątrzała jeszcze wzajemne niesnaski. Sefi i Billah powadzili się o godność szejka, o którą w istocie warto było się ubiegać, jako o nadającą prawo rozporządzania niewyczerpaną kopalnią. Sefi, przekonany o swojej słabości, chciał przejść na stronę chrześcijan; Billah utopił mu sztylet w piersiach, po czym zastanowił się nad bezpieczeństwem ogółu. Tajemnicę podziemia spisano na pergaminie i prostopadle do pisma pokrajano go na sześć pasków. Tylko razem złączone można je było więc przeczytać. Każdy pasek powierzono jednemu z sześciu naczelników rodzin i pod karą śmierci zakazano mu udzielanie drugiemu. Wtajemniczony nosił pasek na prawym ramieniu. Billah zachował prawo życia i śmierci nad wszystkimi mieszkańcami podziemia i okolic. Sztylet, który zanurzył w piersiach Sefiego, stał się oznaką jego władzy i przechodził w dziedzictwie do następców. Zaprowadziwszy tym sposobem surowe rządy w podziemiach, Billah z niezmordowaną czynnością zajął się sprawami Afryki. Gomelezowie posiedli w niej kilka tronów. Zapanowali w Tarudancie i Temrenie, ale Afrykanie są to ludzie lekkomyślni, słuchający przede wszystkim głosu namiętności, więc powodzenie w tej części świata nigdy nie miało skutków, jakich by się należało spodziewać.

Około tego czasu zaczęto prześladować Maurów pozostałych w Hiszpanii. Billah zręcznie skorzystał z tej okoliczności. Z niesłychaną biegłością urządził system wzajemnej opieki między podziemiem a ludźmi piastującymi wysokie urzędy. Ci mniemali, że opiekują się tylko kilkoma rodzinami mauretańskimi, chcącymi żyć w spokoju, rzeczywiście zaś dopomagali zamiarom szejka, który w nagrodę otwierał im swoją kiesę. Spostrzegam także w naszych rocznikach, że Billah ustanowił, a raczej przywrócił, próby, przez jakie młodzież musiała przechodzić dla udowodnienia dzielności swego charakteru. Próby te przed Billahem puszczono w zapomnienie.

Wkrótce nastąpiło wygnanie Maurów. Szejk podziemia nazywał się Kader. Był to człek mądry, który nie zaniechał wszelkich środków, jakie tylko mogły zapewnić bezpieczeństwo ogółu. Bankierowie Moro utworzyli stowarzyszenie ludzi znaczących, którzy udawali miłosierdzie dla Maurów: pod tym pozorem wyświadczali im tysiączne przysługi i kazali sobie sowicie płacić.

Maurowie, wygnani do Afryki, unieśli z sobą ducha zemsty bezustannie ich ożywiającego. Myślano, że cała ta część świata powstanie i zaleje Hiszpanię; ale wkrótce państwa afrykańskie przeciw nim się oświadczyły. Na próżno krew hojnie się lała w wewnętrznych wojnach, na próżno szejkowie podziemia sypali złoto, nieubłagany Mulej Izmael skorzystał ze stuletnich niezgód i założył państwo dotąd istniejące.

Tu dochodzę do chwili mego urodzenia i już o samym sobie będę ci opowiadał.