Abdon był ojcem Mehritala i dziadem Azela, za którego to Billah, ostatni prawodawca mieszkańców jaskiń, zamordował Sefiego.
Pewnego dnia szejk Billah kazał wezwać Azela i w te słowa się do niego odezwał:
— Wiesz, że zamordowałem Sefiego. Prorok mu tę śmierć przeznaczył, chcąc kiedyś powrócić kalifat rodowi Alego. Utworzyłem więc stowarzyszenie złożone z czterech rodzin, Izydów na Libanie, Khalilów w Egipcie i Ben-Arazów w Afryce. Naczelnicy trzech powyższych rodzin przyrzekają za siebie i swoich potomków, że kolejno co trzy lata będą do naszych jaskiń przysyłali człowieka odważnego, mądrego, znającego świat, przezornego, a nawet chytrego. Obowiązkiem jego będzie doglądanie, czy wszystko w jaskiniach znajduje się w należytym porządku, w razie zaś wykroczenia przeciw przepisom będzie miał prawo zamordować szejka, sześciu naczelników rodzin, jednym słowem: wszystkich, którzy by okazali się winni. W nagrodę za swoją służbę dostanie siedemdziesiąt tysięcy sztuk czystego złota czyli, po waszemu licząc, sto tysięcy cekinów.
— Potężny szejku — odpowiedział Azel — wymieniłeś trzy tylko rodziny, któraż będzie czwartą?
— Twoja — rzekł Billah — i otrzymasz za to corocznie trzydzieści tysięcy sztuk złota, musisz jednak podjąć się utrzymywania związków, pisania listów, a nawet wejść w skład zarządu jaskini. Gdybyś w czymkolwiek uchybił, jedna z trzech rodzin obowiązana jest natychmiast cię zamordować.
Azel chciał namyślać się, ale zwyciężyła w nim chęć złota, zobowiązał się więc za siebie i za swoich potomków. Azel był ojcem Gorszona. Trzy wtajemniczone rodziny co trzy lata odbierały siedemdziesiąt tysięcy sztuk złota. Gerszon był ojcem Mamuna czyli moim. Wierny zobowiązaniom mego dziada, gorliwie służyłem władcom jaskini, nawet od czasu zarazy z moich własnych funduszów wypłaciłem Ben-Azarom ich siedemdziesiąt tysięcy sztuk złota. Teraz przychodzę ci złożyć hołd i zapewnienie niezmiennej mojej wierności. —
— Zacny Mamunie — rzekłem — ulituj się nade mną! Mam już dwie kule w piersiach i wcale nie jestem zdolnym ani na szejka ani na Mahdiego.
— Co się tyczy Mahdiego — odpowiedział Mamun — bądź spokojnym, nikt już o nim nie myśli, wszelako nie możesz odmówić przyjęcia godności i obowiązków szejka, jeżeli nie chcesz za trzy tygodnie, ty, a nawet i twoja córka, być zamordowanym przez Khabilów.
— Moja córka? — zawołałem zdziwiony.
— Nie inaczej — rzekł Mamun — ta sama, którą miałeś z wróżką.