Młodzieniec, jakkolwiek z natury umiarkowany, nie umiał oprzeć się tym słodkim słowom, wychodzącym z koralowych ust, i całą duszą przywiązał się do nowej kochanki.
Gdy Apoloniusz po raz pierwszy ujrzał Menipa, zaczął zapatrywać się na niego jak snycerz, który by chciał wykuć jego popiersie; następnie rzekł mu:
— O młodzieńcze, pieścisz się z wężem, który otacza cię zdradliwymi sploty.
Zdziwiła Menipa ta szczególniejsza mowa, ale Apoloniusz po chwili dodał:
— Kocha cię kobieta, która nie może być twoją małżonką — czy myślisz, że ona prawdziwie cię kocha?
— Bez wątpienia — odparł młodzieniec — jestem pewny jej miłości.
— I ożenisz się z nią? — rzekł Apoloniusz.
— Dlaczegóż nie miałbym ożenić się z kobietą, którą tak szalenie kocham.
— Kiedyż się odbędą zaślubiny?
— Być może jutro — przerwał młodzieniec.