W obiegu były tylko pieniądze papierowe, srebrne i niklowe, najwięcej jednak papierowych. Srebrne bowiem, kto otrzymał, starał się je schować, a wydawał papierowe w obawie, że te mogą utracić wartość.
Dlatego brak było monety drobnej, co dotkliwie dawało się odczuwać przy wydawaniu reszty, więc zaraz w początku wojny wprowadzone zostały drobniejsze pieniądze papierowe, mianowicie dwukoronówki.
Ceny towarów były w pierwszych tygodniach wojny normalne i nie uczuwało się niedostatku żadnego towaru. Gdy przechodziły wielkie armie i na niektóre spożywcze był wielki popyt, a Żydzi, korzystając z tego, podnosili ceny tych towarów, pociągano ich za to do sądowej odpowiedzialności i ostro karano. Wydawano taryfy cen i ostrzeżenia, że cen nie wolno podnosić.
Gdy jednak wkroczyli Rosjanie i Tarnobrzeg został doszczętnie zrabowany, a nie było dowozu towarów koleją, zabrakło rzeczy potrzebnych do codziennego użytku, jak nafta, zapałki, sól, cukier, mydło, i ceny ich niesłychanie podskoczyły w górę.
Pudełeczko zapałek, które zwyczajnie kosztowało 2 h, podskoczyło na 10 h, litr nafty z 32 h na 1 kr 80 h, 1 kg mydła z 80 h na 3 kr 20 h.
Za litr wódki płacono 8 kr (podczas gdy przed wojną kosztowała 2 kr) i nie można jej było dostać, bo wszędzie była wylana. Niektórzy tylko szynkarze zdołali ukryć pewien jej zapas i garnęli potem za nią pieniądze. Ale i to wnet się wyczerpało.
Ceny produktów gospodarskich podniosły się niewiele: 100 kg żyta z 16 na 22 kr, pszenicy z 26 na 36 kr.
Drzewo opałowe było po zwyczajnych cenach, tj. po 36 kr za sąg. Biednym hrabia sprzedawał taniej, a nawet dawał bezpłatnie.
Drób przewożony wtedy z Królestwa Polskiego był tani: gęsi płaciło się po 1 rublu, kaczki po 30 kop., jaja po 4–5 groszy.
Krowy i świnie były nawet tańsze niż w czasie pokoju, gdyż gospodarze mający więcej sztuk w domu wyzbywali się ich z obawy, że będą zabrane przez wojsko, które przeważnie płaciło mało i zupełnie dowolnie według własnej oceny.