Koło roku 1860 i później jeszcze ubierano się tak w lecie, jak w zimie, i odświętnie, i w dnie powszednie przeważnie na biało i kolor biały w odzieniu z domowego płótna najwięcej panował, ale strojniejsze kobiety i dziewki przywdziewały już spódnice i zapaski kolorowe ze sklepowych materiałów, nadto sklepowe chustki, chusteczki, gorsety, a mężczyźni spodnie i kamizelki sukienne siwe, na ciepło. Już matka moja miała takie stroje i kilka młodszych kobiet w Dzikowie.

Następnie ubiory ze sklepowych materiałów rozpowszechniały się coraz więcej, a koło roku 1870 przyjęła się już dobrze nowa moda. Niektóre kobiety miewały po dwadzieścia i więcej sklepowych spódnic, zapasek, chustek, czapek — jedna nad drugą starała się modniej ubrać i na każde święto czy wesele wystroić się inaczej, a upodobania i gusta w tym względzie zaspokajały sklepiki żydowskie w Tarnobrzegu, których coraz więcej przybywało.

Była też moda, że kobiety wdziewały po kilka spódnic, po pięć i sześć, na wierzch najładniejszą, a właściwie najnowszą, i koszulę miały na sobie nie jedną. Zaszczytem było, gdy kobieta wyglądała w sobie szeroka i tęga, gdy gospodyni ledwie we drzwi się zmieściła. Później nastała moda ściskać się i kobiety starały się być cienkie w pasie.

Z wyrobu czapek kobiecych słynęła w okolicy najwięcej Kokoszczyna48 z Sielca, która zamówienia na nie przyjmowała w mieście na jarmarku lub w niedzielę przed kościołem i tu je też rozdawała oczekującym na nie kobietom. Czapki te były robione z tektury i obszywane płótnem kolorowym. Z formy podobne były do infuły49 biskupiej, tylko były niższe. Niektóre kobiety miewały po kilkadziesiąt takich czapek, w różne prążki, kwiatki i przeróżnego koloru, płacąc za nie od kilku szóstek do reńskiego i więcej.

Koło roku 1875 zaczęły nastawać kaftaniki kobiece i bluzki męskie ze sklepowych materiałów, słowem strój krótki, ale zawsze utrzymywała się wiejska moda.

Bieliznę i w ogóle całe odzienie nazywali „smatami” lub „wdziewkami”.

*

Włosy nosili mężczyźni od małego chłopaka długie, spadające na kark. Dziewczęta do swojego wesela splatały jeden lub dwa warkocze, które w czasie czepin ucięte, przechowywały na pamiątkę w skrzyni same lub ich matki, albo sprzedawały Żydówkom za kilka szóstek. Mężatki więc nosiły włosy przystrzygane, podobnie jak mężczyźni.

Rozdzielali je przez środek głowy, a tak niektórzy mężczyźni, jak i kobiety i dziewki przystrzygali je sobie nad czołem, robiąc w ten sposób grzywkę, czyli tzw. angielczyk, co było uważane za modne.

Czesali się zwyczajnie tylko na niedzielę i święta, i dbały o to najwięcej jeszcze dziewczęta, na dni powszednie zaś wystarczało pogładzenie włosów ręką.