Mężczyźni opasywali się zawsze pasami. Starsi miewali jeszcze pasy szerokie, więcej niż sześć cali45, ze skórki cielęcej, wyprawionej na czerwono, złożonej podwójnie i zszytej górnym brzegiem. W pasach tych nosili pieniądze; przy wyjmowaniu pieniędzy odpasywali się i wytrząsali je otworem, pozostawionym w górnym brzegu. Młodsi gospodarze i kawalerowie nosili pasy węższe, zwane też krakowskimi, koloru czarnego, białego lub żółtego. Były one zazwyczaj tak długie, że można się było otoczyć dwa razy, przyozdobione guzikami i kółkami mosiężnymi, które w czasie tańca brzęczały. O tych pasach była śpiewka:

Krakowiaczek ci ja, przyznajcie mi tego,

Siedemdziesiąt kółek u pasika mego,

Siedemdziesiąt kółek ze samych obręczy,

Porachuj, dziewczyno, może będzie więcej.

Równocześnie rozpowszechniały się pasy czarne lakierowane, tak szerokie, jak krakowskie, a dłuższe jeszcze niż tamte. Przynosili je flisacy z Gdańska, płacąc za nie reński do półtora reńskiego.

Buty były szyte dratwą i pierwsze buty „na kołkach”, czyli zbijane kołeczkami szewskimi, budziły na razie wielki dziw u ludzi. Najwięcej były rozpowszechnione tzw. majdańskie, tj. kupowane w Majdanie Kolbuszowskim, a płacili za nie stosownie do wielkości od dwu do czterech reńskich. Kto chciał mieć nieco lepiej uszyte i z lepszego materiału, zamawiał je u szewców w Tarnobrzegu. Ale prawie trzecia część ludności chodziła jeszcze w chodakach skórzanych, przerabianych ze starych cholew, a po wsiach lasowskich46 prawie wszyscy nosili takie chodaki lub z łyka, czyli kory drzewnej, najczęściej lipowej. A ponieważ chodaki lipowe były bardzo nietrwałe, więc mówili żartem, że Lasowiak, idąc na wesele, ma na zapas do tańca kilka par chodaków za pasem.

W dni powszednie pracowali w takim samym odzieniu, tylko w starszym już, zawalanym i podniszczonym.

Na ubraniach białych, zwłaszcza kobiecych, były różne kolorowe wyszycia; to lubili i na ten ubiór zwracali większą uwagę, na którym były wyszyte ładniejsze wzory. Koszule były wyszywane na kołnierzach, na piersiach, na rękawach, fartuchy i zapaski u dołu, były też wyszywane chusteczki na głowę i ochtuski. Robiły to szwaczki po wsiach, a która umiała wymyślać ładne desenie, do tej nieśli robotę z całej okolicy.

Zresztą47 do przybrania stroju tak kobiecego, jak i męskiego służyły najwięcej wstążki i tasiemki różnego koloru, używane też do spinania, np. pod szyją zamiast guzików, które mało były rozpowszechnione. Największą jednak ozdobą u kobiet były korale, a im która była bogatsza, tym więcej ich miała, a na uroczyste występy dopożyczała sobie jeszcze od drugich. Na to był największy wydatek, bo korale kosztowały kilkadziesiąt i do stu reńskich, toteż godzili na nie najwięcej złodzieje.