Pastwisko w Dzikowie było odtąd dla wszystkich dostępniejsze: w Kępie — dla przysiołka Podłęże, dawne pastwisko kmiece rozszerzone — dla głównej części Dzikowa.

Po zniesieniu pańszczyzny należeli do pastwiska tylko kmiecie, zagrodnicy i komornicy uwłaszczeni w Dzikowie — razem 42 numery. Następnie ci przypuszczali spod swoich numerów do pastwiska swoje dzieci i w ogóle członków rodziny, tak że w roku 1868 było 69 gospodarzy uprawnionych do korzystania z pastwiska i ci otrzymali je na własność. To osobiste przyzwalanie krewnym na korzystanie z pastwiska utrzymało się w zwyczaju jeszcze z dziesięć lat po zniesieniu serwitutu, później przypuszczano do pasania tych, którzy o to prosili i złożyli oznaczoną przez radę gminną opłatę od sztuki bydła, czyli tzw. spaśne.

Z czasem, ponieważ do gminy zaczęli napływać Żydzi, pastwisko zastrzeżono hipotecznie tylko katolickim obywatelom Dzikowa. Obecnie jest w Dzikowie 294 numery, z pastwiska może korzystać każdy, kto jest katolikiem.

Jednakże pożytek z pastwiska był stosunkowo niewielki, jak jest i dzisiaj jeszcze. Trawa lepsza była z wiosną i po deszczach, przeważnie jednak była licha, nieuprawiana i nieodmieniana. Bydło odbywało na pastwisko codziennie daleką drogę. Pastwisko w Kępie oddalone było od głównej części wsi o dwa kilometry. Ponieważ bydło wyganiało się z rana i spędzało na południe i powtarzało się to znowu po południu, więc samej drogi na pastwisko i z pastwiska robiło bydło codziennie osiem kilometrów.

A widzi się to i dziś jeszcze, że pasza na pastwisku jest zupełnie niedostateczna, a przy tym bydlę wystawione jest tam to na skwar słoneczny, to znów na słotę i chłód przejmujący, więc się nie rozrasta, karłowacieje i z mlekiem ucina.

Toteż w tych wsiach, które mają pastwiska, widzi się przeważnie liche bydło i brak nabiału. Na przykład Chmielów w pow. tarnobrzeskim ma coś 1000 morgów pastwiska, ale gdy się tam spytać o krowy i nabiał, gospodarz odpowiada: „Jest ta u Pana Boga cztery, pięć bydląt, ale mleka nie mają i barszczu nie ma czym podbić”.

Lepsze bydło spotyka się zazwyczaj tam, gdzie pastwiska nie mają. W takich wsiach bydło, trzymane w domu, jest regularnie i lepiej odżywiane i dostarcza nabiału, przy tym robi nawóz w oborze, więc jest czym grunt nawozić, a potem się rodzi i podnosi się ogólnie dobrobyt.

Toteż — można powiedzieć — pastwiska takie, jak były dawniej i dziś są jeszcze, stanowią jedną z przyczyn biedy na wsi. O ile lepiej byłoby, gdyby były umiejętnie uprawione, podzielone lub wydzierżawione przez gminę, przez jej mieszkańców i w ten sposób zamieniły się na pola orne lub łąki. O ile więcej byłoby wtedy we wsi chleba i paszy.

*

Hodowla inwentarza była dawniej bardzo licha, koło koni chodził gospodarz albo parobek i o nie jeszcze najwięcej dbali, krowy zaś, trzoda chlewna i drób zdane były wyłącznie na opiekę gospodyni, która, jeśli miała dziewkę, to się nią przy tym wyręczała.