Miałem np. raz, koło roku 1870, prosięta od trzech samor, ładne wieprzaki, a trudno było je sprzedać. Żona namawiała krewnych i sąsiadów, żeby je rozkupili po 50 centów, jednak i tej kwoty nikt nie chciał dać, więc zarzynało się po jednemu na domową potrzebę. Dzisiaj by za takie prosięta brało się z łatwością po 16–20 zł.

Za gęś płacili dawniej 50–60 centów, dzisiaj trzeba dać 4 do 5 zł. Kurę kupił za 20–30 centów, dziś dają 2 do 3 zł. Cena jajka kurzego była 1 cent albo półtora centa, dzisiaj 8–10 groszy.

Podałem powyżej tak dawniejsze, jak i dzisiejsze ceny wiejskiego inwentarza żywego, bo jakie były ceny na obszarach dworskich, nie mam o tym dokładnych wiadomości.

*

Nic dziwnego, że przy dawniejszym sposobie gospodarowania brak było chleba i z małym wyjątkiem każdego roku był przednówek86; a — jak starsi opowiadali — dawniej nieraz spadała taka klęska głodowa, że nawet za pieniądze nie można było zboża kupić.

Dziadek mój i ojciec nieraz mówili, że gdy głód dokuczał i nie było ani ziarnka w domu, to gospodarz wybierał się z pieniędzmi, aby gdzie parę garncy jakiegokolwiek zboża kupić i domowników pożywić. Chodził od wsi do wsi, od miasteczka do miasteczka, a dzieci zgłodniałe wyglądały tymczasem ojca, jak zbawienia. Ten nareszcie po długiej wędrówce powracał, bywało jednak, że wobec zbiedzonej głodem rodziny rzucał na stół pieniądze, bo zboże nigdzie nie dało się kupić. Wtenczas wszyscy domownicy uderzali w płacz, jak na organach. Opowiadali też o takim nieurodzaju, że jednego roku ze dworu dzikowskiego pożyczano chleb w klasztorze oo. Dominikanów w Tarnobrzegu.

Ludzie na przednówku żywili się perzem i różnymi chwastami, a dziś nie mamy już nawet wyobrażenia o tych dawnych przednówkach i klęskach głodowych.

Zresztą jak sam z dzieciństwa pamiętam, chleba u każdego gospodarza, większego czy mniejszego, było zwyczajnie skromnie. Bochenek napoczęty był zawsze chowany i chleb był udzielany dzieciom i służbie. Brak pożywienia uczuwać się dawał co rok prawie na przednówku, tj. od wiosny do żniw. Zboże i inne produkty podskakiwały wtedy w cenie prawie drugie tyle i były do nabycia jedynie u Żydów, którzy zbierali je od gospodarzy już od żniw przez jesień, najczęściej za wódkę, a na przednówku dobrze spieniężali, wystawiając w czasie targów na rynku w workach. A koło tych worków kręciła się wtedy głodna rzesza więcej niż w innych stronach rynku, kupując zboże na garnce lub kwarty, jak kogo stać było.

W dobrych też czasach zboże i ziemniaki rzadko bywały tańsze niż obecnie. Tylko z nowego i przy bardzo pomyślnych zbiorach było pod dostatkiem żyta i do takich tylko czasów mogło się odnosić przysłowie: „Na Matki Boskiej Zielny — chłop chodzi jak cielny” (tj. najedzony).

Więc chleb był zawsze bardzo szanowany, każdy wyzbierywał starannie kłoski na swoim polu, bo uchodziło to za grzech, gdyby je na ściernisku na zmarnienie zostawił, a chudobniejsi87 zbierali je na pańskim i szukali ziemniaków na kopniskach, mówiąc, że się im to lepiej opłaci niż chodzenie na zarobek.