Następne pożary, w roku 1884 w jesieni i w roku 1888 w lecie, częściowo miasto zniszczyły.

Po każdym z tych pożarów miasto lepiej się odbudowywało, podnosili się przede wszystkim Żydzi i handle żydowskie. Pierwsze też murowane domy budowali bogaci Żydzi.

Teraz i po wsiach pożary są rzadsze. Domy bowiem, stosownie do ustawy, budowane są od siebie w pewnej odległości i kryte są ogniotrwałym materiałem. Istnieją też wszędzie straże ogniowe.

Nadto teraz mało się trafi, żeby budynki nie były ubezpieczone od ognia i po większej części ubezpieczają je według wartości. Jeżeli teraz zajdzie pogorzelec za wspomożeniem i narzeka, że wszystko stracił, to mu mówią: „Czemu się nie asekurujecie?”, wypowiadają mu niedbalstwo pod tym względem i zwyczaj chodzenia za wspomożeniem znika.

*

W ogóle lata dawniej — jak zapamiętałem — bywały bardziej mokre i mrozy silniejsze niż dzisiaj. Z wiosną trudno było wjechać w pole, bo dużo było wody ze śniegu, a brak było rowów i spustów, więc gdzie woda stanęła, tam stała. W lecie też trudniej było o pogodę i żniwa były utrudnione. Na plony więc lepsze były lata suchsze niż mokre, i mówili wtedy, jak i teraz mówią: „Lepszy rok suchy, bo nie traci chleba”. W zimie bywały bardzo wielkie śniegi, drogi bywały nimi tak zawalone, że przejazd gdziekolwiek był niemożliwy, i było więcej szarwarków na odgarnianie śniegów z dróg i rozbijanie zasp śnieżnych niż na naprawę dróg w lecie. Wozy zimą były zarzucane, a używano tylko sani, które teraz u gospodarzy są rzadkie. Bywały też większe mrozy, okna przez zimę były jak okute lodem, stajnie musiały być otulone, ptaki padały z zimna i dzikie zwierzęta cisnęły się do zabudowań.

Rozdział IV

Służba dworska i najemnicy dzienni. Flisactwo. Bandosy. Przemytnictwo. Furmanienie. Rzemiosła i przemysł domowy: tkactwo, sukiennictwo, krawiectwo i kuśnierstwo, szewstwo i rymarstwo, wyrób kapeluszy słomkowych, kowalstwo i kołodziejstwo, bednarstwo, koszykarstwo, garncarstwo i strycharstwo, młynarstwo, olejarnie, garbarnie, maziarnie, miśkarze, druciarze, uwagi o rzemiosłach i przemyśle domowym.

W czasach pańszczyźnianych każdy prawie gospodarz, mniejszy czy większy, trzymał sługi, zwłaszcza gdy dzieci nie miał jeszcze podrosłych. Na kmiecych gospodarstwach bywało zazwyczaj czworo służby, mianowicie: parobek, dziewka, wyrostek i pastuch; na zagrodniczych dwoje, a przy ówczesnym sposobie gospodarowania dla żadnego z nich nie brakło obowiązku i zajęcia.

Sam gospodarz miał też dość pracy: orał, siał, kosił, czasem przy żniwie brał się i do sierpa, zwoził plony z pola, w zimie zaś młócił, rznął sieczkę, jeździł do lasu po drzewo, chodził koło koni, a jak miał na tyle dzieci i czeladzi, to nimi zarządzał i wyznaczał im robotę. Rznięcie sieczki odbywało się zawsze już wieczorem lub do dnia przy świetle w izbie.