Były to wyroby bardzo zgrabne, ładne i tanie. Porządna konewka kosztowała 25 centów, cebrzyk około 30 centów, beczka duża 3-korcowa 1 r., opałka objętości jednej ćwierci, bardzo mocna 15 centów, miotła 2–3 centy. Dziś te naczynia zastąpiono przeważnie blaszanymi, dowożonymi z zagranicy, ale i przemysł bednarski zupełnie jeszcze nie ustał.
Główny targ na to bywał w Majdanie w poniedziałki, stąd była nazwa „naczynia majdańskie”. Po te naczynia jechał tam każdy gospodarz, choćby o kilka mil. Część sprzedawali sami chłopi bednarze, przeważnie jednak mieli ten handel w swoich rękach Żydzi, którzy starali się wszystko zakupić, połapać, a potem zaraz w Majdanie drożej sprzedawali niż wytwórcy. Bednarz sprzedawał Żydowi taniej, bo się łakomił na to, że naraz wziął pieniądze i nie targował się o każdą sztukę pojedynczo.
W Tarnobrzegu trudniło się tym handlem kilka rodzin żydowskich, szczególnie rodzina Zyslów, i porobili na tym majątki. Jeździli oni do Majdanu na każdy targ, zakupywali tam gotowe naczynia, dawali też naprzód zadatki bednarzom, z którymi prowadzili interes, przywozili towar do Tarnobrzega czubatymi furami, godząc furmanów za psie pieniądze, najwyżej za dwa reńskie, i tu sprzedawali we środy na rynku, a każdego dnia w domu. Natomiast na chłopach-bednarzach nie widać było żadnego bogactwa. W lecie chodzili boso, w lichej kamizieli, zimą w chodakach, byli biedni jak wyrobnicy, biedniejsi niż Żydzi, handlujący wytworami ich pracy.
Będąc w Wiedniu, widziałem przy najprzedniejszej ulicy skład z naczyniami podobnymi do naczyń majdańskich. Właściciel sam sobie prowadził warsztat i sklepik i dobrze mu się powodziło.
*
Na uwagę zasługuje koszykarstwo, które się rozwinęło w Rudniku i okolicy w sąsiednim powiecie niżańskim za sprawą właściciela Rudnika, hr. Hompescha. Ten, przejęty nędzą tamtejszych mieszkańców, których nie mogły wyżywić piaszczyste grunta, założył tam w roku 1878 pierwsze warsztaty koszykarskie, sprowadził zawodowego instruktora koszykarstwa i kilku Rudniczan wysłał do większych warsztatów koszykarskich celem kształcenia ich w tym zawodzie. Przewidywał, że koszykarstwo dostarczy biednej ludności pracy i zarobku, zwłaszcza że przepływający przez Rudnik San zarosły jest z obu stron wikliną i sprzyja rozwojowi przemysłu koszykarskiego.
Przemysł ten, umiejętnie zaszczepiany, od początku dobrze się tam rozwijał, a gdy następnie hr. Hompesch dalszą organizację tegoż przemysłu powierzył wielkiej firmie: „Prasko-rudnickiej fabryce wyrobów koszykarskich”, nastąpił nadzwyczajny rozrost koszykarstwa w Rudniku. Rozwinął się tam w okolicznych wsiach przemysł koszykarski domowy, a w samym Rudniku powstała wielka fabryka koszykarska. W warsztatach tej fabryki pracuje około 100 robotników, a poza fabryką pracuje dla niej 300 koszykarzy z samego Rudnika. Wszystkich zaś robotników-chałupników z Rudnika i okolicy pracuje w tym przemyśle przeszło 2000. Z biegiem lat wielu koszykarzy wyjeżdżało do Ameryki i tam w fabrykach koszykarskich i własnych warsztatach prowadzili swój zawód, przysyłając znaczne oszczędności swoim rodzinom do kraju.
Przed wojną wyroby rudnickie wychodziły prawie w połowie do różnych krajów zagranicznych i zdobyły sobie światową markę. Słynne stały się w całym świecie piękne koszyki rudnickie, kosze, przybory podróżne, meble, skrzyneczki itp. Opowiadają, że jeden rudniczanin, wracając do domu z Ameryki po dłuższym tam pobycie i chcąc ucieszyć żonę jakimś pięknym podarunkiem, kupił w Ameryce ładny koszyk i przywiózł go do domu. Tu pokazało się, że koszyk ten właśnie wyrobiony był w Rudniku i w handlu zagranicznym dostał się Ameryki.
W powiecie tarnobrzeskim rozwinęło się nieco koszykarstwo głównie przez krajowe szkoły koszykarskie.
*