*
Rzemiosłami dawniej zajmowali się ci, co gruntu swojego nie mieli albo mieli mało. Rzemieślnik wsiowy, jak zarobił na dzień 50 grajcarów do reńskiego, to uważał to za dobry zarobek. Rzemieślnik jednak był zwyczajnie obrotniejszy niż rolnik, bo miał ciągle styczności z różnymi ludźmi. Miał też z tego powodu większe znaczenie we wsi, zwłaszcza gdy dobrze zarabiał, jak np. niejeden kowal.
Był zwyczaj, że jak się oddawało rzemieślnikowi robotę, to nasamprzód trza go było wódką poczęstować i on temu najpierw zrobił, kto się na tej grzeczności lepiej rozumiał i lepiej go uraczył. Toteż który rzemieślnik był lepszy, to zwyczajnie większy był pijak, bo więcej do niego nieśli roboty i więcej go poili.
W ogóle rzemiosło i przemysł wsiowy popańszczyźniany nie stał wysoko, ale wszystkie wyroby były swoje, w kraju wytwarzane. Ogromna więc szkoda, że w późniejszych czasach przemysł ten, zwłaszcza tkactwo, upadał i zupełnie był zarzucony, a należało go tylko ulepszyć i dalej rozwinąć. Dziś wiele rzeczy sprowadza się z zagranicy, tam odpływają nasze pieniądze, a nasi szukają zarobku po świecie.
Na ogół więcej rozwinięte były rzemiosła po miasteczkach, gdzie prócz wymienionych rzemieślników, spotykanych na wsi, byli jeszcze stolarze, ślusarze, murarze, blacharze, powroźnicy, piekarze, rzeźnicy, ale wszyscy oni zaspokajali potrzeby najwięcej albo nawet wyłącznie ludności miasteczkowej, albo też dworów i plebanii i nie znali także lepszych robót. Rzemiosłami tymi zajmowali się katolicy i Żydzi, a rzeźnictwem i piekarstwem wyłącznie Żydzi.
Prócz tego w Tarnobrzegu było dwu fryzjerów, zwanych wtedy cyrulikami, którzy stawiali bańki, pijawki, puszczali krew z żył, rwali zęby, a mniej zajmowali się strzyżeniem i goleniem, bo tak mieszczanie, jak chłopi czynności te załatwiali sobie sami przy pomocy nożyczek i brzytwy. Cyrulikami tymi byli Żydzi; w roku 1900 powstał w Tarnobrzegu pierwszy zakład fryzjerski katolicki.
Rozdział V
Handel na wsi. Jarmarczenie. Handel miastowy. Początki handlu chłopskiego. Obrót pieniężny. Lichwa. Upadek gospodarstw chłopskich. Upadek mieszczan. Upadek dworów. Żydzi.
Handel tak na wsi, jak w mieście był prawie wyłącznie w rękach Żydów. Po karczmach wsiowych siedzieli tylko Żydzi i prócz wódki mieli na przekąskę obwarzanki i bułki, które sami piekli, nadto gomółki z sera i śledzie. Przy tym sprzedawali ubocznie sól, tytoń do fajek, zapałki, igły, tasiemki, krajki do opasywania się, ale towaru tego mieli zawsze bardzo niewiele, zazwyczaj mieścił się wszystek w małej paczce, schowanej za szynkwasem.
Wsiowi ludzie jednak kupowali towar taki najczęściej od Żydów i Żydówek, domokrążców, obnoszących w opałce igły, tasiemki, krajki, zapałki, trochę pieczywa, przy czym też nigdy nie brakło wódki. Każdą wieś obchodziło stale kilku takich handlarzy czy handlarek, dochodzących z miasta, więc prawie co dzień do każdego domu które z nich zaszło. Znali bardzo dobrze swoje wsie i ludzi, byli też w każdym domu witani zawsze jak dobrzy znajomi.