Przepisy zdrowotne zupełnie nie były dawniej przestrzegane: nikt ich nie wydawał i nie dopilnował i gdy pomór spadł na wieś, jak np. cholera, to grasowała straszliwie i ludzie ginęli jak muchy.
O braku wszelkich urządzeń zdrowotnych może świadczyć na przykład to, że w Tarnobrzegu jeszcze koło roku 1890 był wielki bełtog, czyli kałuża, zajmująca prawie połowę rynku, a druga mniejsza była pod bożnicą; w obu gromadziły się odchody ludzkie i zwierzęce, różne odpadki i śmieci z całego miasta, a czyszczone były tylko co kilka lat, gdy przyszło suchsze lato i woda w nich wyschła; wtedy wybierano z nich kilkaset fur szlamu, będącego wybornym nawozem, którym chłopi dzikowscy nawozili swoje pola. Z kałuż tych wiał zawsze smród, ale uważane były za dobrodziejstwo, bo miały dostarczać wody, gdy wybuchł pożar.
Ulice, a zwłaszcza ciasne podwórza żydowskie, zanieczyszczone były odchodami ludzkimi i różnymi odpadkami gnijącymi, co uprzątały wówczas jedynie świnie z Dzikowa i Tarnobrzega, włóczące się samopas po mieście. W Dzikowie gospodarze nie żywili nawet tych świń w domu, ale wyganiali je na cały dzień do miasta i nawet czasem na noc stamtąd ich nie spędzali, a gdy świnia w ciągu dnia przyszła na obejście, to dostawała tylko kilka batów i na powrót gnali ją do miasta, a gospodarz przykazywał gospodyni: „Żebyś mi jej w domu żreć nie dawała! Niech się do domu nie ciągnie, ma tam w mieście dosyć”. I żywiły się one przeważnie w mieście, wylegując się we wspomnianych kałach.
Dziś śladu nie ma po tych kałużach i obecnie Tarnobrzeg wygląda stosunkowo schludnie, a to uporządkowanie i oczyszczenie miasta rozpoczęło się na wielką skalę, gdy od roku 1899 do 1905 urzędowali w nim jako komisarze rządowi, śp. Władysław Gryglewski i dr Antoni Surowiecki zamiast zwierzchności gminnej, która nie mogła się wtedy przez kilka lat utworzyć.
*
Pierwszy szpital w okolicy stanął — za mojej pamięci — w Miechocinie przy samej granicy Tarnobrzega w roku 1864, założony przez hr. Zofię z Zamoyskich Tarnowską i całkowicie jej kosztem utrzymywany. Bywało tam kilkanaście łóżek dla chorych nie tylko z dóbr hr. Tarnowskich, bo dostojna fundatorka przyjmowała do szpitala każdego chorego, niemającego znikąd pomocy, i w ogóle bardzo wiele czyniła, jak i do dziś dnia czyni dla biednych i nieszczęśliwych, będąc dla nich prawdziwą matką i opiekunką.
W roku 1903 w miejsce dotychczasowego powstał w Tarnobrzegu okazały szpital krajowy pod imieniem założycielki poprzedniego szpitala, wybudowany prawie całkowicie znacznych kosztem hrabiostwa Tarnowskich, którzy — jak tylko zapamiętałem — nie szczędzili nigdy funduszów na różne sprawy społeczne i dobroczynne164.
*
Leczyli się dawniej najwięcej sami swoimi domowymi środkami, szczególniej ziołami, jak: kwiat lipowy, kwiat bzowy, piołun, macierzanka, podbiał, babka, gorczyca itd. Zioła te każda gospodyni zbierała najwięcej w maju, suszyła i przechowywała na wypadek słabości. Wstydziła się, jeżeli w razie potrzeby nie miała ziela w domu, taką nazywali niedbałą i leniuchem.
Jak kto zachorował, to do ostatka omijał doktora, a chodził do znachorów, których nie brak było wtedy po wsiach, a którzy chorób nie leczyli, tylko zażegnywali. Do tych cudownych „lekarzy” szli nieraz kilkanaście i więcej mil, bardzo często do Królestwa Polskiego; a jeden zasięgał nieraz rad i dla innych chorych, którzy się w drogę wybrać nie mogli, przynosząc z sobą ich koszule i mocz.