W roku 1864 stanęła w Tarnobrzegu szkoła publiczna w tym miejscu, gdzie jest obecnie, a plac pod nią i ogród podarował śp. hr. Jan Tarnowski; chodziły do niej dzieci z Dzikowa i dosyć z Miechocina. W nowym budynku pierwszy uczył Gorylewicz, a prowadził jeszcze naukę sam jeden, nie mając nikogo do pomocy. Czy brał on jaką pensję rządową, tego nie wiem, pamiętam tylko dobrze, że w Dzikowie zbierało się składkę na nauczyciela, z numeru po 2 złr na rok, a to po 50 centów kwartalnie. Byłem wtedy wójtem, jak jeszcze Gorylewicz uczył, otóż prawie co drugi dzień zachodził do mnie zawsze z tymi słowy: „Wójcie, możeście co zebrali dla mnie, bo nie mam na chleb”, więc co było dawałem i za każdym razem rachowałem się z nim, żeby rachunki były w porządku.
W roku 1875 nastał śp. Michalik; on już był dyrektorem i nauczycieli było więcej, szkoła za niego zaczęła się prędko podnosić, klas przybywało coraz więcej.
Posyłanie uczniów na dalszą naukę do szkół średnich, do gimnazjów i seminariów nauczycielskich, rozpoczęło się dopiero wtedy, gdy za śp. Michalika nastała czteroklasowa szkoła w Tarnobrzegu i pierwsi uczniowie z niej wyszli. Z samego Dzikowa wyszło wtedy w krótkim czasie kilku uczniów i dalsze nauki kończyli w Rzeszowie lub Krakowie. A pierwszym tym uczniom nie tylko z Dzikowa, ale i z okolicy ułatwiał bardzo kształcenie, wspierając ich materialnie, hr. Stanisław Tarnowski, profesor uniwersytetu i prezes Akademii Umiejętności w Krakowie, który i później zawsze nie przestawał opiekować się uczącą się młodzieżą z naszych okolic186.
Obecnie, tj. w roku 1928, znajduje się w Tarnobrzegu cały szereg szkół. Toteż w niedziele, w czasie wspólnych nabożeństw szkolnych, kościół oo. Dominikanów wypełniony jest przeważnie młodzieżą szkolną.
*
Co do życia politycznego, to przez długi czas po nastaniu konstytucji nie było znaku takiego życia. Wszelkie wybory: do sejmu czy parlamentu bardzo mało chłopów interesowały, mało kto o tym mówił i chciał coś wiedzieć. A gdy kto czasem o tym coś wspomniał, to drudzy zaraz odpowiadali: „Co mnie to obchodzi, kto posłem ostanie, niech ta obiorą, kogo chcą; tam chłop niezdatny, bo nie ma nauki, a pan będzie trzymał z panami i dla chłopów nic tam nie zrobi, więc najlepiej nie zaprzątać sobie tym głowy, bo to nic dobrego”.
Na prawybory w gminie przychodziło zwyczajnie kilku, a najwięcej kilkunastu uprawnionych do głosowania i ci bez żadnego ożywienia dokonywali wyboru, a kiedy znowu miał się odbyć wybór posła, to wyborcy zeszli się w starostwie może w połowie, niejeden zaś powiedział sobie: „Będę ta szedł i czas tracił, najlepiej siedzieć w domu spokojnie”; żona mu to przychwaliła i wyborca przesiedział wybory w domu. Ci zaś, co ściągnęli do miasta, oddawali głosy na tego, kto był ze starostwa w dniu wyborów wysunięty, i poseł był wybrany, a potem we wsi bardzo mało było nawet na tyle ciekawych, żeby się dowiedzieć, kto został posłem, i gdy się kogoś przyszło zapytać: „Kto u was posłem?”,to nie wiedział i cały okres zeszedł i nie dowiadywał się.
Na wsi nie znane były zgromadzenia polityczne, jakie obecnie często odbywają się, jedynie w dniu wyborów w powiecie bywały krótkie narady, na których chłopi dowiadywali się, na kogo głosować będą. Poseł nie urządzał nigdy zgromadzeń sprawozdawczych i nikt od niego sprawozdania nie żądał.
Słowem, poza zebraniami gromadzkimi i prócz zabaw, wesel i chrzcin nie było we wsi, jak i w mieście żadnego innego życia zbiorowego, nie było żadnych towarzystw i stowarzyszeń.
Pierwsza walka wyborcza powstała w roku 1877 przy wyborach uzupełniających do Rady Państwa187 w Wiedniu. Ale i wówczas było jeszcze tak, że wyborcy zjeżdżając się, nie wiedzieli jeszcze, na kogo będą głosowali, tylko na mieście tyle było słychać, żeby wybrać chłopa; nie było jednak zgody, którego chłopa, i co kilkunastu wyborców miało swojego kandydata. W końcu najgłośniej był wymieniany Walenty Bęc, gospodarz z Ostrówka, i chłopi się wzajemnie nawoływali, żeby tylko na niego głosować i głosów nie rozrywać, bo inaczej chłop nie będzie wybrany.