Gdy przyszło do głosowania w starostwie, chłopi jak mur stanęli za Bęcem i on w Tarnobrzegu dostał najwięcej głosów, ale w innych powiatach: w mieleckim i ropczyckim, stanowiących jeden okrąg wyborczy, nie otrzymał nic. Ponieważ jednak głosy były rozstrzelone na kilku kandydatów i należało się spodziewać wyboru ściślejszego, więc chłopi czekali na ogłoszenie wyniku głosowania i żaden nie ruszył się z miejsca, a gdy wieczór zapadł, posiadali i pokładli się na korytarzach, tak że całe korytarze zajęli i czekali cierpliwie. Gotowi byli noc czekać, a wtem ukazał się starosta i zawołał: „Panowie wyborcy, proszę do głosowania! Odbędzie się wybór ściślejszy między Bęcem a Zdankiewiczem, starostą mieleckim”.
Teraz znowu chłopi ławą głosowali na Bęca, a panowie i duchowieństwo, którzy na wynik po kancelariach czekali, na Zdankiewicza, a następnie wszyscy rozeszli się i dopiero z gazet stało się wiadomym, że posłem został Bęc.
Jak się później dowiedziałem, zdobył większość głosów w ten sposób: gdy po pierwszym głosowaniu poszły telegramy z Tarnobrzega, że dostał najwięcej głosów, chłopi w Ropczycach porzucili pierwszych kandydatów, a krzyczeli: „Bęc, Bęc!”, tłumacząc sobie, że musi to być mądry chłop, skoro w swoim powiecie tyle miał głosów, i wszyscy na Bęca głosowali, więc przeszedł znaczną większością. Był posłem do końca okresu, a ponieważ był nieustępliwy, więc przy następnych wyborach była przeciw niemu ostra walka i upadł188.
Znałem go bardzo dobrze, bo zasiadałem z nim w Radzie Powiatowej i prócz tego często się z nim stykałem. Jako gospodarz był pracowity i oszczędny, ale gdzie nie było musu, centa nie wydał, toteż jak pogorzał189, spaliła się mu nawet gotówka, a nie miał nic asekurowane. Sprawie chłopskiej oddany był bardzo i śmiało przy tym wypowiadał to, co myślał.
Ale nie otrząsnął się z tego, co pokutowało w chłopach starej daty, mianowicie: przeciwny był zawsze wydatkom, choćby wypadały na korzyść ludu, np. na lepsze szkoły, i choćby wszyscy powiedzieli, że coś jest potrzebne, a jemu się to nie zdawało, to nie odstąpił od swego zdania i na drugich chłopów się gniewał, że z nim razem nie idą i nie głosują. Nie dał sobie wytłumaczyć, że jeżeli się na coś podatku nie uchwali, to nic się nie da zrobić i wszystko zostanie po dawnemu — będzie dawne zacofanie i bieda.
Trzymał przy tym bardzo stronę rządu austriackiego, mówiąc, że „tylko w rządzie widzi cokolwiek sprawiedliwości, a panowie nasi chcą wszędzie chłopa utrącić i dlatego — jak powiadał — na nic nie chciałem się z nimi zgodzić, a chociaż mój głos między wszystkimi nic nie znaczył, to go im nie dałem, bo moje sumienie na to nie pozwalało”.
Z czasem i pod tym względem się zmieniło, bo już każdy mniej więcej przeglądał na oczy, że rząd wiedeński niczego z łaski nie dawał i trzeba było wszystko z trudnością zdobywać. Dlatego posłowie polscy w Wiedniu łączyli się razem w jedno Koło190, żeby mieć wobec rządu i w państwie większą siłę i prędzej coś wskórać.
Jak się w późniejszym czasie odbywały wybory, jakie było zainteresowanie nimi i naprężenie wśród ludności, tak między młodymi, jak starymi, a nawet między kobietami, to zbytecznym jest spisywać, bo każdy na to patrzył. Dla przykładu wspomnę tylko, że w Dzikowie już w pierwszych wyborach do parlamentu, odbywających się w roku 1907 na podstawie powszechnego prawa głosowania (kiedy z tutejszego okręgu zostali posłami Krempa191 i Wiącek192), przy pierwszym głosowaniu brakowało tylko dwóch z uprawnionych do głosowania i obecnych w gminie, a gdy pierwsze głosowanie nie dało wyniku i nastąpiło drugie ponowne, to i ci dwaj się stawili tak, że nikogo nie brakło.
*
Co do uświadomienia narodowego dawniej, jak zapamiętałem, chłopi nazywali się tylko Mazurami193, a mowę swoją mazurską, żyli tylko sami dla siebie, stanowiąc zupełnie odrębną masę, obojętną zupełnie na sprawy narodowe. Ja np. dopiero wtedy, jak zacząłem czytać książki i gazety, poczułem się Polakiem i uważam, że inni włościanie w ten mniej więcej sam sposób dochodzili do poznania swej narodowości.