Z przeszłych wydarzeń i wypadków znali tylko te, które sami przeżyli i zapamiętali albo o których słyszeli od starszych. Opowiadali najwięcej o pańszczyźnie i strasznie ją malowali, szczególniej polowych i ekonomów i w ogóle oficjalistów194 dworskich, co rozpalało i podtrzymywało ciągle nienawiść do dworów i „panów”.
Słyszałem też, jak dziadkowie i inni starsi mówili o Polsce, o królach polskich i rządach, jakie były, że Polska przez brak zgody i jedności między panami została rozerwana na trzy części i że ta część, w której mieszkamy, z rozebranej Polski pochodzi i dostała się pod panowanie austriackie. Pamiętali oni rozbiór Polski albo słyszeli o tym od swoich ojców.
Z wojen polskich starsi opowiadali najwięcej o tzw. wojnie sandomierskiej z roku 1809195, a nazywali ją sandomierską, bo walka była o Sandomierz i pod Sandomierzem. Mówili, że to była wojna o Polskę, że się biło wojsko polskie z austriackim.
Wojsko austriackie szło wtedy pod Sandomierz różnym drogami, także i przez Dzików, a najwięcej wycierpieli wójci, bo wojsko żądało „forszpanów”, a gdy wójt nie mógł wszystkiego prędko znaleźć i dostawić, to go zbili i ledwie żywego puścili. Kiedy zaś było zdobywanie Sandomierza, to od huku strzałów w Dzikowie ziemia drżała i okna w domach dzwoniły, a Sandomierz stał jakby w ogniu. Ludzie uciekali z domów i kryli się po krzakach nad Wisłą.
A już ja zapamiętałem, że znajdowała się u nas kula armatnia, o której starsi mówili, że była znaleziona po tej wojnie na polach dzikowskich. Była wielkości głowy cielęcej, z jednego końca grubsza, w drugim cieńsza, a w domu taki był z niej użytek, że ją rozpalali na ogniu i używali przy polewaniu bielizny196.
Zaraz po tej wojnie nastąpił rozdział Galicji od późniejszego Królestwa Polskiego197, przedtem bowiem obie strony były razem połączone, a pod Dzikowem przy tzw. Skalnej Górze był przewóz przez Wisłę. Dziadkowie moi i inni, którzy pamiętali, jak Galicja z Królestwem stanowiła jedną całość, nieraz na ten rozdział narzekali, mówili, że im się zdaje, jakby się świat skrócił i jakby stanął wielki mur, który jedną stronę od drugiej odgraniczył. Opowiadali, że wprzódy czy z tej, czy z tamtej strony Wisły każdy był jednakowo wolny, złapał byle koryto i mógł przeprawić się przez Wisłę.
Jeździli też dawniej z jednej strony na drugą swobodnie na odpusty, jarmarki i za innymi sprawami, łączyli się w związki małżeńskie i wzajemnie się pobierali, jakby jedna wielka familia, a później to wszystko ustało i doszło do tego, że rozerwane były wszelkie związki rodzinne jednej strony z drugą, i nawet bliżsi krewni nie znali się, choć ich dzieliła tylko Wisła. Bo granicy tej bez przepustki, czyli „paszportu” nogą nie wolno było przestąpić i przepuszczali za Wisłę tylko przez dalekie komory198 z różnymi trudnościami. Więc też narzekali na wszystko, szczególniej we wsiach nadgranicznych nadwiślańskich i byli za tym, żeby jedną stronę z drugą na powrót połączyć.
Uświadomienie narodowe szło jednak powoli i do ostatnich czasów dość jeszcze znalazło się takich, co gdy im wspomnieć było o Polsce, to się złościli i klęli, mówiąc, że tylko panowie mogą chcieć Polski, żeby na nich ludzie robili, jak za pańszczyzny, i takim trudno było wytłumaczyć, że czasy pańszczyzny już minęły i powrócić nie mogą. Nie chcieli słyszeć o Polsce, bojąc się, że panowie znowu obejmą rządy i przywrócą pańszczyznę.
Ale liczba tych malała, a natomiast rósł zastęp ludzi światłych, którzy twardo stali przy swojej narodowości i gotowi byli do wszelkiej jej obrony i rozumieli to, że byłoby lepiej, gdyby wszystkie zabory były połączone i naród sam się gospodarował i miał przestronniej199.