Powiem zaraz z góry, w czym należy moim zdaniem upatrywać właściwe jądro, a w ślad za tym także właściwy klucz do zrozumienia Nietzschego: nauka Nietzschego jest schopenhauerianizmem, zwróconym w kierunku pozytywnym, a to odwrócenie Schopenhauera dokonało się pod wpływem darwinizmu.
Oto teza, którą stawiam i którą chcę w dalszym ciągu szerzej rozprowadzić i uzasadnić. Aby dowieść jej prawdziwości, muszę jednak pokrótce zająć się osobistym rozwojem Nietzschego.
Jak wiadomo, Nietzsche przebył kilka okresów rozwoju, nim doszedł do swej ostatecznej, oryginalnej nauki, która wywołała takie wrażenie. Rozróżnia się zwykle w jego rozwoju trzy okresy.
W okresie pierwszym trzeba Nietzschego na ogół nazwać schopenhauerianinem. Należą tu z jego pism: Narodziny tragedii (Die Geburt der Tragödie, 1871) jako też jego Rozmyślania nie na czasie (Unzeitgemässe Betrachtungen, 1873–76), a zwłaszcza trzecie: Schopenhauer jako wychowawca (Schopenhauer als Erzieher, 1874). Schopenhauerianizm Nietzschego w czasie owym jest co prawda silnie zabarwiony wpływem Ryszarda Wagnera46, ale przecież można odnaleźć u Nietzschego zasadnicze rysy filozofii Schopenhauera: metafizykę woli i pesymizm. Świat jest także dla Nietzschego wolą i przedstawieniem; także dla niego nienasycona i nigdy niezaspokojona wola jest źródłem wszelkiego cierpienia; i on upatruje w wyobrażaniu estetycznym i w artystycznej twórczości, więc w sztuce, wybawienie z udręczeń woli. Dlatego też ideałem jego jest artysta. Ideał artysty wciela mu się w Ryszarda Wagnera, ideał sztuki w jego muzykę dramatyczną. Artysta wybawia swą sztuką siebie i swych braci z udręczeń woli i tęsknoty (Wähnen). W tym też znaczeniu nazwał Wagner swój dom w Bayreucie „Wahnfried” (Ukojenie tęsknoty). Założeniem i warunkiem tego entuzjazmu dla sztuki jest pesymizm, który w potocznym życiu i dążeniu człowieka widzi tylko coraz to nowe formy jego ślepej, nienasyconej woli i tęsknoty. Sztuka wznosi człowieka ponad niego samego i ponad jego cierpienia, uwalnia go od niego samego i czyni go szlachetnym i dobrym a nawet świętym. Sztuka w tym znaczeniu jest nieodzownym uzupełnieniem „nastroju tragicznego”, którego domaga się Nietzsche wraz z Schopenhauerem po człowieku głębiej myślącym i dążącym wyżej, w przeciwieństwie do „nieuleczalnego”, „rozstrajającego optymizmu” „filistrów umysłowych”, których typowym przedstawicielem ma być Dawid Strauss47. Grecy, wśród których zrodziła się sztuka, zwłaszcza tragedia, byli pesymistami, przynajmniej szlachetniejsi Grecy, jak np. Empedokles48. Racjonalistycznie usposobiony Sokrates49 był co prawda optymistą; ale bo też z Sokratesem rozpoczyna się upadek prawdziwej greckości. A tylko człowiek tragiczny może być prawdziwym nauczycielem ludzkości; dlatego też Schopenhauer jest największym „wychowawcą”; tylko artysta tragiczny tworzy sztukę naprawdę wyzwalającą; dlatego też Ryszard Wagner jest największym artystą.
Niebawem jednak miało spotkać Nietzschego straszne rozczarowanie. Wagnera był poznał jeszcze w Szwajcarii i tam się upajał jego Nibelungami. Wagner bayreutowski wydał mu się innym; idealistę Nietzschego, który nie zwykł oddzielać od siebie ideału i rzeczywistości, gniewały małostkowe widocznie rysy próżności i zazdrości, egoizmu i kaprysu i zburzyły mu ideał artysty; gdy następnie pojawił się Parsifal, rozsypał mu się także ideał sztuki Wagnerowskiej: w Parsifalu bowiem dopatrzył się Nietzsche pokłonu, oddanego przez niezawisłego przedtem artystę ołtarzowi, upokorzenia sztuki przez kościół; jedno i drugie wydało mu się rzeczą niegodną. Ten zwrot w życiu Wagnera zastanowił Nietzschego, zastanowił go jako wielbiciela klasycznego świata starożytnego. Przypomina nam to pewien czynnik umysłu Nietzschego, czynnik, który się często przeocza: Nietzsche był klasycznym filologiem. A ponieważ wszystko co czyni, czyni namiętnie, przeto też jest klasycznym filologiem z przekonania. Należy do rodu owych renesansowych humanistów, którzy nie mogą przebaczyć chrześcijaństwu, iż zniszczyło starożytną kulturę, którzy w głębi serca ciągle jeszcze czcili „starych bogów”. W oczach Nietzschego chrześcijaństwo jest „złowrogim mrozem długiej nocy”; znając kulturę starożytną, stał się wobec rzekomej kultury współczesnej „agresywnym”. W pierwszym swym dziele z roku 1871 pragnął Nietzsche germańską muzykę Wagnera do Nibelungów stopić w jedną całość ze sztuką grecką; teraz musiał się na to patrzeć, jak cudowna technika sztuki wagnerowskiej służyła średniowiecznemu ideałowi takiego Parsifala. Dla Nietzschego, który nie tylko, jak to się zwykle mówi, był „obyty” z klasyczną starożytnością, lecz który sam w niej bytował i żył, i z zaciętością humanisty stawał naprzeciw chrześcijaństwa i jego średniowiecza, dla Nietzschego rozczarowanie to było najokrutniejszą epoką jego życia: z przerażeniem odwrócił się od ideału, dotąd ubóstwianego, od Ryszarda Wagnera.
Będąc zawsze skłonnym do skrajnej jednostronności, tak dla niego znamiennej, porzucił Nietzsche dotychczasowy swój ideał „artysty”, do którego mu pozował Wagner; odtąd upatrywał ideał życiowy już nie w sztuce, lecz w nauce. Nie człowiek-artysta, tworzący podmiotowo, lecz mąż nauki, myślący przedmiotowo, sam jest wolny i innym daje wolność. Ze stanowiska nauki porzuca dotychczasowy swój ideał artystyczny wraz z jego założeniami, schopenhauerowską metafizyką i jej pesymizmem i „nihilizmem”; zadowala się doświadczeniem i ścisłą obserwacją, nie wychodzi poza to, co jest dane pozytywnie. Ten okres jego rozwoju nazywa się tedy pozytywistycznym, albo, ze względu na objawiające się w nim uwielbianie mężów nauki, intelektualistycznym. Do tego okresu należą następujące pisma: Rzeczy ludzkie, nazbyt ludzkie (Menschliches. Allzumenschliches 1876–9), obejmujące kilka części, zwłaszcza Podróżnik i jego cień (Der Wanderer und sein Schatten) i poniekąd jeszcze Jutrzenka (Die Morgenröthe, 1880–81). W pismach tych widzimy ideał trzeźwej nauki doprowadzony do ostateczności: tylko doświadczenie i rozumowe opracowanie jego danych, z wyłączeniem zarówno wszelkiej metafizyki, jak niespokojnych popędów, więc tylko rozum empirystyczny; w nim znajduje teraz — przynajmniej na jakiś czas — ten namiętny człowiek swe zadowolenie, jakby w rodzaju kuracji. Przede wszystkim rozstaje się z schopenhauerowską metafizyką woli. Nietzsche jest teraz trzeźwym empirykiem; ale i ten empiryzm wyznaje on przecież znowu z tą namiętnością, bez której w ogóle nie może istnieć. Jedną ze swych książek poświęca pamięci Voltaire’a, a nawet w trzeźwym Sokratesie, któremu dawniej tak urągał, znajduje obecnie pewne upodobanie. Sokrates i Voltaire, obaj są mu przedstawicielami intelektualizmu, według którego zwycięstwo intelektu jest zarazem zwycięstwem dobrego; dlatego są ci dwaj też przedstawicielami optymizmu. Całkiem konsekwentnie odwraca się zaś Nietzsche od pesymizmu, który ustępuje wraz z metafizyką woli. I jeszcze jedną zmianę możemy zauważyć: w pierwszym okresie żalił się, zgodnie z niehistorycznym punktem widzenia Schopenhauera, na nadmiar „historii” we współczesnym wykształceniu; teraz historyczny pogląd na rzeczy i na ich rozwój staje się dla niego ważnym zagadnieniem. W związku z tym zwraca się z głębszym zajęciem i zrozumieniem ku ewolucyjnym poglądom darwinizmu; zwłaszcza zaczyna go zajmować rozwój pojęć moralnych i problem postępu kultury.
Ale natura tak impulsywna, tak namiętna, jaką był Nietzsche, nie mogła się na tym stanowisku zatrzymać. Nie dla niego równina; musi się wspinać na najwyższe wyżyny, albo zapuszczać się w najgłębsze głębie; musi znowu powrócić do siebie samego, lecz w postaci odmiennej. Pierwotnym jego punktem wyjścia był woluntaryzm Schopenhauera; do niego też powraca, lecz wzbogaca i odmienia go wynikami, do których doprowadził go okres drugi. Z tego okresu drugiego towarzyszy Nietzschemu w przejściu do okresu trzeciego nie tylko zainteresowanie się historią i historycznym rozwojem moralności oraz kultury w ogóle, lecz przede wszystkim optymizm, radująca się życiem afirmacja świata i żądza życia. Tytuły pism tego trzeciego okresu są następujące: Wesoła nauka (Die fröhliche Wissenschaft, 1882), Tak rzekł Zaratustra (Also sprach Zarathustra, 1888–5), Poza dobrem i złem (Jenseits von Gut und Böse, 1886–6), W sprawie genealogii moralności (Zur Genealogie der Moral, 1887), Zmierzch bożków (Götzendämmerung, 1888), Antychryst (Antichrist, 1888).
W tym trzecim więc okresie Nietzsche wraca znowu do Schopenhauera o tyle, o ile przyjmuje znowu jego naukę o woli; ale nie widzi już, jak w okresie pierwszym, w sztuce wybawicielki od niewolnictwa i udręczeń ślepej woli. Z pesymizmem tym, jak widzieliśmy, Nietzsche rozstał się w okresie drugim. Za to wprowadza optymizm drugiego okresu w okres trzeci; zgodnie z tym przedstawia mu się teraz wola nie jako wola ślepa, nieszczęsna, łaknąca wybawienia, lecz jako wola radująca się życiem, świeża, niezłamana wola pragnąca mocy, jako „żądza mocy”, albowiem życie jest mocą, jest władaniem mocą. Życie polega na instynkcie pragnienia mocy, władania mocą. Schopenhauerowska „żądza życia” występuje teraz jako „żądza mocy”, albowiem żyć znaczy: rozszerzać zakres swej mocy we wszystkich kierunkach. Ta żądza mocy jest zasadniczym popędem instynktowym wszystkich istot żyjących. Otóż te różne żądze mocy i mocne żądze muszą oczywiście zająć wobec siebie stanowisko wrogie: zwalczają się nawzajem aż do śmierci, parte swymi silnymi i nieprzezwyciężonymi instynktami, które mają bez wyjątku swe źródło w żądzy mocy. W tej walce wszystkich ośrodków woli upatrywał właśnie Schopenhauer panujące w świecie zło, które ustawicznie i w najrozmaitszy sposób opisuje, a od którego jego zdaniem wybawić może z jednej strony sztuka, z drugiej asceza. Nietzsche natomiast upatruje teraz właśnie w owej walce różnych ośrodków woli zasadę rozwoju wszelkiej kultury. Pogląd jego można odnaleźć w zdaniu, wygłoszonym przez Heraklita50, którego Nietzsche stawiał tak wysoko: wojna jest matką wszechrzeczy; z wojny i z walki dopiero wyłania się wszelki rozwój.
Ale bliższym od Heraklita jest nam mąż inny, który także przypisuje walce korzystne oddziaływanie na życie: Darwin51. Wszak według niego walka o byt jest warunkiem wszelkiego wyższego rozwoju organizmów. W walce o byt potęgują się siły, a najsilniejsi zwyciężają. Słabsi zostają usunięci i całkiem słusznie giną. Przyroda chce, aby zwyciężali silniejsi, i doskonali gatunki tym, że silniejsi zwyciężają, a słabsi giną. Nietzsche wielbi z dytyrambicznym polotem to prawo przyrody, którego okrucieństwo ma w sobie według niego coś podniosłego i podnoszącego.
Tym sposobem dotarliśmy do najistotniejszego jądra poglądu na świat, właściwego Nietzschemu: jest nim Schopenhauerowska nauka o woli, ale zaopatrzona znakiem plusowym pod wpływem darwinizmu i jego nauki o walce o byt.