Mama Nelly bardzo się ucieszyła, że przyszedł.
— Bardzo dobrze, mój Dżeku, że zamiast się bawić, poświęcasz wolny czas dla dobra kolegów. Mój mąż, tatuś Nelly, dopóki był zdrów, też pracował w bibliotece związkowej. Raz urządził teatr, raz koncert, to znów wycieczkę. A cały dochód, cały zarobek, szedł na zakup książek. A chociaż od trzech lat wcale nie pracował, związek dowiedział się o jego śmierci i przysłał na pogrzeb delegata z wieńcem.
I mama Nelly pokazała Dżekowi wstęgę z napisem:
„Bibliotekarzowi Związku w hołdzie za trudy”.
Potem pokazała jeszcze inne pamiątki po zmarłym.
— O, widzisz, w tej teczce trzymał wszystkie rachunki, różne papiery...
— Dla komisji rewizyjnej — powiedział Dżek.
— Właśnie. A ty skąd wiesz o tym?
Dżek żałował, że nie ma akurat przy sobie zeszytu, ale obiecał, że przyniesie i pokaże.
Potem Dżek powiedział, że już musi iść, i wcale go nie zatrzymywali. Tylko matka Nelly powiedziała: