Uwaga!

Bierzcie książki z biblioteki Dżeka. Spieszcie się, bo będzie za późno. A kto książki nie otrzyma, będzie miał taki nos jak ja.

Potem umazał rękę kredą i biegał od jednego do drugiego, niby chcąc go pogłaskać po twarzy. Dziewczynki swoim zwyczajem zaczęły piszczeć. A Fil zapalił elektryczne światło, chcąc zrobić świetlną reklamę biblioteki Dżeka.

I tu mu się nie udało, bo woźna poszła na skargę do kancelarii i Fil musiał wysłuchać przemowy, że:

„Ot, nie można go pochwalić”, że innych pochwała zachęca do poprawy, a jego tylko rozzuchwala, że jest nadal nieznośny i niepoprawny.

— Ooo Bosko czarnoksiężniku — deklamował — ileż przez ciebie znieść muszę cierpień! Ale tym więcej cię kocham.

Po ostatniej lekcji Dżek, jak zwykle, zaczął wydawanie książek i zrozumiał teraz, dlaczego kupcy i fabrykanci wywieszają na słupach, na szyldach, a nawet na ścianach i dachach ogromne ogłoszenia z napisem:

Kupujcie!

Dawniej dziwił się, bo jeśli komu potrzebne, a ma pieniądze, przecie i tak kupi.

To prawda; reklama jest dźwignią handlu.