Pierwszej ślę spojrzenie życzliwe, ale harde, drugiej — tkliwe i rzewne.

Widuję trzecią: wesoła, brwi filuternie wzniesione w górę, wieczny uśmiech i wyzywające spojrzenie, na które odpowiadam spojrzeniem zaczepnym i koleżeńsko-wesołym. Hajduczek-Baśka139.

Widuję kuzynkę Władka. Ten czysty profil i wieczny grymas niezadowolenia i jakby znudzenia na prawie dziecinnej twarzyczce.

Dalej (ta teraz najbardziej zajęła moją wyobraźnię) — Żydówka, córa południa i wschodu. Mierzymy się wzrokiem, w którym przyciągają się dwa odmienne światy i dwie rasy, dalekie wiarą i historią, a bliskie prawami natury. Te oczy czarne, ciemne, płonące ogniem nieznanym. Ta dojrzewająca Venus140 w pierwszej myśli lubieżnej. Te rzęsy, którymi przysłania czarne ócz141 gwiazdy. O, gdy ona pokocha, pędzi na oślep, nie bacząc pod stopy, nie oderwie gorejących warg od ust tego, którego pokochała. Ja, zimny północny Słowianin, i ona, Róża szkarłatna w objęciach złotych promieni słońca. (Muszę poddać rewizji mój stosunek do Żydów, tego narodu-Sfinksa, zagadki). Ona marzy i ma godność, więc jak musi cierpieć, z jaką radością wysłuchałaby głosu pojednania, który by jej rzekł: „Siostro”.

Te moje ideały mają po lat 15–16. Ale są i starsze (p. Julia, pani P. — ta piękna i zawsze smutna żona męża, który nie jest bez grzechu). Są i młodsze: dwie miłe jaskółki na korce, ta mała w płaszczyku w kraty, która się do mnie uśmiecha i pokazuje w uśmiechu ząbków perełki (czy to możliwe, żeby taki bąk znał już grę kokieterii). Madem. Jeanne przebaczyłem, może zbyt surowo ją sądziłem, może francuskie wychowanie pozwala na to, żeby przy mężczyźnie (toć jestem nim) wysypywać piasek z pantofli, poprawiać pończochę, opowiadać, że ją ktoś podpatrywał w koszuli i zapytywać naiwnie, co bym zrobił, gdybym z nią s. w jednym ł.

Kiedy dziś na chłodno myślę o moim stosunku z Satanellą (dałem słowo honoru, że imię jej więcej się w pamiętniku nie powtórzy — dziecinada) — widzę, że to, że mnie zraniła, było rzeczą przypadku. Czyż dziw, że podlotkowi imponował student? Myślała, że zgodzę się ustąpić pierwsze miejsce starszemu, a sam będę się kontentował drugim. Nie wiedziała, że tylko w tramwaju ustępuje się je starszym, a nie w miłości.

Ale do rzeczy:

Między mymi „ideałami” są nie tylko przedstawiciele płci odmiennej, a to najlepszy dowód, że nie wchodzi tu w grę żądza, ale bardziej szlachetne uczucie.

1. Nasz naucz. Mod. Obserwowałem go długo, bo 6 kwartałów. Jest to męczennik niewdzięcznej idei, greckiego języka. Pod tym wypukłym czołem, pod kasztanowymi włosami, ile myśli się kryje i ile zapału przebija przez te trupio blade policzki. Ten fanatyk Homera, gdy widzi zupełny brak zapału w klasie, gdzie chce budzić myśl śpiącą, widzi bezowocnymi swe trudy i cierpi. I za to go szanuję, jak szanuję Dostojewskiego142 wbrew patriotycznym receptom i formułkom.

2. Stacho. Jak nazwać to uczucie, jakie dla niego żywię. Nie jest to przyjaźń, gdyż przyjaźń to wyznania, a on by mnie nie zrozumiał (i to mnie na pewien czas zniechęciło). Tak, to miłość. Trzymanie jego ręki sprawia mi przyjemność, a on to wie i odczuwa. Gdy chodzimy w pauzę, obejmuję go i gadamy o niczym. To nie przyjaźń, ale miłość taka, jaką czuć można tylko dla dziewcząt. Bo też ile delikatności dziewczęcej w jego postaci, jego łagodnej twarzy i ruchach. Ma wadę serca. Klasa, nawet niektórzy nauczyciele (matematyk) nazywają go Anielcią. Widocznie miłość do tej samej płci spotyka się nie tylko u dziewcząt.