— Słówek.

Dzwonek.

— Na jutro pierwsze trzy paragrafy z kursu trzeciej klasy. Ja z dziećmi Odyssei czytać nie będę — powiedział i trzasnął, wychodząc, drzwiami.

Koledzy boją się, że będzie się mścił, myślę, że jest na to za dumny. Boli mnie, że zranili człowieka; jak to boli, gdy widzi się, że ludzie pomiatają ukochaną ideą.

25 luty

Zdaje się, że mała P. kocha się we mnie. Raz w czasie lekcji otworzyła drzwi, zajrzała, lecz uciekła. Widocznie wstydziła się poczęstować mnie czekoladkami, którymi potem w przedpokoju poczęstował mnie Oleś. Wczoraj znów weszła, dygnęła z gracją i poprosiła o zrobienie zadania. Było dość łatwe. Zaczerwieniłem się, zrobiłem, wytłumaczyłem, tak słodko patrzała mi w oczy — i na „dziękuję” odpowiedziałem „proszę”. Tak mnie to zastało nieprzygotowanym, że dopiero na schodach przyszło mi na myśl, co powinien byłem powiedzieć:

— Ależ proszę, jeżeli będzie pani coś miała, proszę się do mnie udać, a z najszczerszą chęcią dopomogę.

Tak mnie zmieszał ten wdzięczny, pensjonarski dyg. Czegoś podobnego doznałem, kiedy w dzieciństwie powiedziano mi w sklepie: „pan”.

Jeżeli podejrzenia moje są prawdziwe, ona teraz przeżywa to, co ja już przeżyłem: na szczęście czy niestety?

Wieczorem płakałem, że nie ma jeszcze wiosny, kwiatów, zieleni.