Promień słońca skoczył filuternie do klasy, gdzie dojrzał młode twarze i zaczepił ucznia. Uczeń żachnął się niecierpliwie i usunął na bok. Promień zdziwił się, posmutniał, może rozgniewał i już do końca życia może unikać będzie chłopca, który go odtrącił.

Biedne słońce, biedne dzieci.

Kto winien, że światło prawdy wypowiedziało bój zacięty światłu słońca?

Sekretarka powiedziała, że nie ma miejsca, że mają duży zapas nowel. Patrzała na mnie tak życzliwie, poczciwa! radziła się nie zrażać, bo „redaktor nawet tego prawie nie czytał, bo jest bardzo zajęty”. Ach wiem, im potrzebna firma, a nie dzieło sztuki, wreszcie redakcja ma „swoich”, którzy na obstalunek153 zawsze napiszą to i tyle, ile potrzeba. Oczekiwanie mnie denerwowało, teraz już mi wszystko jedno.

I tak nie będę literatem, tylko lekarzem. Literatura to słowa, a medycyna to czyny.

24 kwiecień

Wstałem rano, przed piątą jeszcze, i poszedłem w pole. Wzrok mój, krępowany murami przez dziesięć miesięcy, pożądał takiego widnokręgu, gdzie by nic nie przeszkadzało biec w bezbrzeżną dal. I znalazł to, czego pożądał. Stanąłem w polu i objąłem przestrzeń, obramowaną ciemnym wałem lasów i stałem tak długo zapatrzony w ciszę, nieprzerwaną najcichszym szmerem.

Nie myślałem o niczym duch spoczywał, tylko głos serca szeptał: „cudnie — cudnie; ani jednego człowieka”.

Nagle myśl rzuciła pytanie:

— Hej, młodzieńcze, który kochasz ludzi i życie pragniesz nieść im w ofierze, czemu radujesz się, że ich nie widzisz?