Kiedy płacze, pokazują mu błyszczące przedmioty — grzechoczą, pukają, huśtają — i bobo znużone czuje się jak podróżny, który po wielu nieprzespanych nocach wpadł do kabaretu z obfitym, ciekawym programem i hałaśliwym towarzystwem: chciałoby się patrzeć i słuchać, a oczy ciężą ołowiem, a obrazy płyną po powierzchni świadomości jak szare chmury o zmierzchu.

*

Zapal dużo świateł i czytaj głośno, radośnie, tryumfująco...

Bobo jest już człowiekiem...

A stało się tak szybko i samorodnie.

Kto zbudził w bobie myśl, trzepocącą skrzydłami w pierwszym locie ponad łąką życia, barwną, gwarną, zasłuchaną w pieśń blasków wschodzącego słońca!

Myśli bobowa, jesteś jak zdroju powierzchnia, lekkim wiatrem mącona, drżąca obrazami pochylonych nad tobą serdecznych postaci.

Tyle gwiazd na niebie, przybyła jeszcze jedna.

Tyle drzew w borze, jeszcze jedna krzewina wykluła się z ziarna.

W chór ptactwa leśnego wplótł się jeszcze jeden maleńki naiwny głos śpiewaka...