W suterynie rozległy się krzyki.

— Biją się! — zawołał Antek.

— Et, bzik.

— Chodź!

— A jakże.

Usiadł Józiek na schodku, spojrzał na niebo, raz jeszcze powtórzył: „wszystko bzik” i zasnął.

Antek chciał wbiec do izby, ale wypchnięto go z sieni.

W stancji szła bójka. Umilkła harmonia. Podłoga krwią się zabarwiła. Dzieci płakały, kobiety krzyczały.

Olek i Wikta siedzieli w rogu pokoju na kufrze i patrzeli. Oczy Olka wyrażały zdziwienie, Wikty — ciekawość.

Antek patrzał przez ramiona stojących bliżej na bójkę i pomyślał: