I dźwięczą słowa Mickiewicza na poddaszu, i snuje się nić myśli jego w umysłach słuchaczów.

Antek czyta to płynniej, to z większym trudem, stosownie do tego, czy zna tekst mniej czy więcej. Czyta i patrzy w przestankach w czarne oczy dziewczyny i myśli, skąd „garbata” ma tak śliczną córkę?

Bije godzina pierwsza.

Antek czyta, czuje wpatrzony w siebie wzrok kilkorga zmęczonych oczu i czuje spojrzenie dwóch czarnych pochodni dziewczyny. I tak mu dobrze, pierwszy raz w życiu. Nie czuje znużenia po całodziennej bieganinie i czy dziw? On młody. Ale i ślusarz, i kobiety spracowane nie czują senności.

— A teraz tę drugą książkę. Masz, Antek, napij się, bo ci w gardle przyschło. Może co zjesz?

I występuje Zagłoba, Skrzetuski, Kmicic, stają przed wyrobnikami poddasza, mówią do nich. A oni rozumieją mniej lub więcej; tłumaczą sobie po swojemu, komentują.

Bije godzina druga. Antek odkłada książkę... do jutra.

Rozchodzą się. Antek tylko pozostaje jeszcze chwilę i pokazuje dziewczynie parę nowych liter.

— Poczekaj, niedługo i ty będziesz umiała tak czytać. Dobranoc.

Rozchodzą się i Antek długo jeszcze rozmawia ze swymi współmieszkańcami, potem długo jeszcze myśli sobie o tym i o owym, o książkach i o Zośce.