— Cicho być! — rozkazuje groźnie.
— Antek, zostań — woła błagalnie ojciec.
Czepia się jego ręki konwulsyjnie.
Publiczność się niecierpliwi.
— Wynosić się! — rozkazuje magik.
— Chodź, Antoś, chodź.
Trzyma go mocno i chwiejnym krokiem wychodzi z Antkiem na ulicę.
— Antoś, Antoś, nie chcesz ojca znać? Antoś, bój się Boga, Antek.
— A ojciec nie bał się Boga dziecko sprzedawać?
— Zaraz, ja ci, widzisz, wszystko opowiem... Tylko nie uciekaj. Chodź do mnie.