— Co nie ma być? Masz wódkę?
— Nie. Chodź ze mną do karczmy, to ci zafunduję.
— Nie mogę. Moja pikieta dzisiaj.
I cicho, niepostrzeżenie, usuwa się z drogi i znika za drzewem. Jednocześnie rozlega się donośna gwizdka. To znak, że „swój” idzie.
Jeszcze kilka postaci wychyla się spoza drzew z zapytaniem.
— Masz wódkę?
— Nie.
— Bodaj cię choroba. A „dula” masz?
Antek częstuje ich papierosami.
Wchodzi do karczmy.